Gdzie pochowano "Ognia"? – część 1 (1/2)

Poniższym tekstem rozpoczynam publikację 13-częściowego cyklu artykułów Pani Grażyny Starzak pt. Gdzie pochowano "Ognia"?, które ukazywały się w krakowskim Dzienniku Polskim w 2004 roku, opisujących dziennikarskie śledztwo w sprawie poszukiwań miejsca pochówku ciała majora Józefa Kurasia "Ognia", dowódcy Zgrupowania Partyzanckiego "Błyskawica", poległego 22 lutego 1947 r. w Ostrowsku, na Podhalu. Być może przypomnienie tych niezwykle ciekawych, a miejscami wstrząsających faktów pozwoli dotrzeć do nowych świadków, którzy pomogą odkryć miejsce, gdzie bandyci z UB pogrzebali jednego z najwybitniejszych dowódców Antysowieckiego Powstania.
Dziękuję serdecznie Pani Grażynie Starzak za wyrażenie zgody na publikację tego cyklu i zwracam się do wszystkich, którzy posiadają jakiekolwiek nowe informacje mogące przyczynić się do odkrycia miejsca pochówku mjr. "Ognia", aby kontaktowali się bezpośrednio z autorką:
Grażyna Starzak
gstarzak@dziennik.krakow.pl
tel: 606-28-58-79

Gdzie pochowano „Ognia”?

Zdrajca osobiście poprowadził wyprawę stuosobowego oddziału żołnierzy KBW, poszerzonego o funkcjonariuszy UB, którzy mieli zlikwidować obóz „Ognia”.

Kochany przez żołnierzy, podziwiany przez ziomków, szanowany przez przeciwników ideowych, znienawidzony przez komunistyczne władze. Józef Kuraś „Ogień”, dowódca jednego z najbardziej znanych poakowskich oddziałów partyzanckich, i za życia, i po śmierci budził spore emocje. Tak jest do dziś, czego dowodem wciąż nowe publikacje na temat tej legendarnej postaci. W każdej z nich można znaleźć nowe szczegóły z biografii Józefa Kurasia. Oprócz jednego: gdzie go pochowano?

Kazimierz Paulo, dowódca kompanii w oddziale „Ognia”, uważa, że to ostatni moment, aby próbować odszukać miejsce spoczynku Józefa Kurasia, okrzykniętego „królem Podhala”, bo świadkowie tamtych wydarzeń jeden po drugim umierają.
Pytanie, kim był Józef Kuraś „Ogień” wydaje się niestosowne. Zwłaszcza na terenie Podhala, skąd pochodził. O legendarnej już postaci zapisano całe tomy. Był bohaterem książek, artykułów publicystycznych i reportaży wydawanych w oficjalnym i podziemnym obiegu. Cel, jaki przyświecał autorom tekstów o oddziale „Ognia”, różni się w zależności od tego, kim byli.

Większość opracowań oficjalnych cechowała stronniczość, widoczna zarówno w doborze materiałów i zdarzeń, jak i w interpretacjach i komentarzach. Charakterystyczne, że mimo pełzającej demokratyzacji systemu niemal do końca lat 80., terminy typu „banda zbrojna” czy „banda reakcyjna” na określenie oddziałów „Ognia” i innych w tej historiografii obowiązywały – zwraca uwagę Maciej Korkuć, autor wydanej niedawno nakładem IPN książki na temat niepodległościowych oddziałów partyzanckich w Krakowskiem w latach 1944-47.
Otwarcie na początku lat 90. archiwów UB i SB niewiele zmieniło sytuację historyków tamtego okresu, którzy poszukiwali prawdy o pierwszych, powojennych latach. Maciej Korkuć, który w połowie minionej dekady jako doktorant UJ zbierał materiały do swojej pracy mówi, że wcale nie miał pewności, że otrzymuje wszystkie dokumenty, jakie znajdują się na półkach, a związane są z interesującym go problemem. Dopiero teraz, będąc pracownikiem IPN, może bez przeszkód penetrować archiwa. Nie ma jednak żadnej gwarancji, iż znajdzie to, czego szuka, albo że dokumentacja jest pełna.
Dowody? Choćby teczka człowieka, który jak wszystkie poszlaki wskazują, zdradził kryjówkę „Ognia”. Konfident o pseudonimie operacyjnym „Śmiały” był człowiekiem zaufanym w oddziale Józefa Kurasia. Pełnił funkcję łącznika. – Jego teczka osobowa, znaleziona w archiwum UB. powinna być gruba, a jest cienka. Wyraźnie widać, że usunięto z niej materiały, które dotyczyły roli tej postaci w zlikwidowaniu oddziału – mówi Maciej Korkuć.

Zanim jednak „Śmiały”, któremu pomagał inny konfidentn pseudonimie „Orienacyjny”, doprowadził do rozbicia obozu „Ognia”, Józef Kuraś wraz ze swoimi żołnierzami mocno dali się we znaki ówczesnej władzy. W tajnych dokumentach, w których analizowano nastroje społeczeństwa przed referendum, powiaty położone na południu woj. krakowskiego zostały zaliczone do strefy „A” – najwyższego zagrożenia. Za wroga numer jeden uznano właśnie „Ognia” i jego żołnierzy.
Maciej Korkuć cytuje w swojej książce fragment monografii Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW), gdzie napisano m.in., że kiedy na początku sierpnia 1946 roku podjęto intensywne, kilkumiesięczne działania przeciw oddziałom leśnym w wielu regionach Polski, główną uwagę w sztabie KBW koncentrowano na likwidacji zgrupowania „Ognia” w woj. krakowskim.
„Ogień” stwarzał poważne problemy ówczesnej władzy. Ludność, nie tylko na Podhalu, skąd się wywodził, ale w wielu innych regionach południowej Polski, pomagając mu, nie chciała współpracować z UB. Dotarłem do raportów, z których wynika, że ubecy tylko wtedy mogli się cokolwiek dowiedzieć, np. jakie są nastroje ludności przed referendum, gdy przebrali się w mundury partyzanckie i udawali żołnierzy „Ognia” – mówi i Maciej Korkuć.

– To byl niezwykły człowiek, bardzo inteligentny, prawy, z dziada pradziada patriota. Dla mnie, dla nas, jego zołnierzy, bohater na miarę „Trylogii” Sienkiewicza – wspomina Kazimierz Paulo, ostatni z żyjących dowódców kompanii w oddziale Józefa Kurasia „Ognia”. Mimo upływu lat
pamięta szczegółowo niektóre sytuacje świadczące o ogromnym autorytecie, jakim cieszył się „Ogień” na Podhalu. Opowiada, kto i w jakiej sprawie przychodził do niego po radę lub prosząc, aby był rozjemcą, nie tylko w drobnych sąsiedzkich sporach.
To był prawdziwy „król Podhala”, Janosik, który chciał wolności i sprawiedliwości dla swojego ludu. Miał charyzmę. Był odważny. Potrafił zadrwić sobie nawet z Bieruta, wysyłając mu zaproszenie na swój ślub – kontynuuje opowieść Kazimierz Paulo.

Jest wiele dowodów, przytaczanych nawet we wspomnieniach dawnych ubeków, że „Ogień” cieszył się ogromnym poważaniem wśród swoich ziomków. Jeden z dokumentów, opublikowanych przez byłego szefa WUBP Stanisława Wałacha, zawiera np. oświadczenie wójta podhalańskiej wsi, że taki, a taki mężczyzna, osądzony przez &#
8222;Ognia” za jakieś przewinienie, który odwołał się od tego wyroku, jest dobrym człowiekiem. To oświadczenie więcej mówi o jakości tej partyzantki, o wartościach, jakimi kierował się „Ogień”, niż stosy innych dokumentów
– ocenia Maciej Korkuć.

"Ogień" (w białej koszuli, w środku) w otoczeniu górali – żołnierzy i współpracowników jego oddziału.

W swojej książce przytacza również inny, nieznany dotąd dokument – raport z przebiegu nadzwyczajnego posiedzenia Powiatowej Rady Narodowej w Nowym Targu z 20 lutego 1945 roku, poświecony w całości działalności „band reakcyjnych”. W posiedzeniu uczestniczyła specjalna delegacja Wojewódzkiej Rady Narodowej z Krakowa, której członkowie sporządzili cytowany raport. Napisali oni, że w czasie sesji oficjalne wystąpienie miał prezes PSL, o nazwisku Polak, który ostrzegał PPR-owców z Krakowa: Uważajcie, nie twórzcie u nas bandy „Ognia”, bo my wszyscy jesteśmy Ogniem – a jeżeli będziecie wytwarzać ognie, to gorzej z wami – bo nas jest 75 proc”.
Prezes Potok mówił dalej na tym oficjalnym forum, że „Ogień” nie jest złym człowiekiem, że zna go osobiście i całą jego rodzinę, i wie, że cieszy się ona zaufaniem społeczeństwa; że „Ogień” jesi raczej podobny do Janosika niż do bandyty. Na końcu swojego wystąpienia podkreślił: Bandy „Ognia” nie ma; tylko my, mieszkańcy Nowotarszczyzny, jesteśmy ognikami. Z tego samego dokumentu wynika, że „Ognia” bronił nawet i ówczesny przewodniczący PRN w Nowym Targu Leon Leja, który powiedział, że mordy dokonywane przez bandę „Ognia” nie mają charakteru politycznego, ale mają na celu oczyszczenie społeczeństwa od szubrawców i złodziei. Dał przy tym konkretne przykłady.

Nic dziwnego, że słysząc pozytywne opinie na temat „Ognia”, wygłaszane również przez ludzi, uważanych za swoich, komunistyczne władze zintensyfikowały działania zmierzające do zlikwidowania Józefa Kurasia i jego oddziału.
Ośmieleni sukcesem w styczniu 1947 roku na terenie powiatów żywieckiego i wadowickiego, gdzie w zasadzce zginął samobójcza śmiercią Mieczysław Wądolny "Mściciel", dowódca oddziału "Burza", dowódcy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i terenowych jednostek UB zmobilizowali ponad 800 osób, których zadaniem było ustawiczne śledzenie, ściganie i nękanie bojówek „Ognia”.

11 lutego 1947 roku został rozbity i wymordowany patrol kaprala „Marnego”, szefa 2 kompanii. Był to poważny cios dla zgrupowania „Ognia”. Kilkunastu jego żołnierzy ujawniło się, obawiając się represji przeciwko swoim rodzinom.
– Nie można wykluczyć, że był wśród nich podkomendny „Ognia”, który jeśli wierzyć materiałom, sporządzonym w UB, zgodził się na współprace agenturalną (nadano mu pseudonim „Śmiały”) w zamian za darowanie życia przetrzymywanym w wiezieniu dwóm młodszym braciom – sugeruje Maciej Korkuć.

Z dokumentów, które zebrał on m.in. w archiwach UB wynika, że zdrajca osobiście poprowadził wyprawę stuosobowego oddziału żołnierzy KBW, poszerzonego o funkcjonariuszy UB, którzy mieli zlikwidować obóz „Ognia”. Poruszali się na nartach, bo zima była sroga tego roku. Najpierw rozbito obóz w górach za Turbaczem. Zginął wówczas jeden z najstarszych i najbardziej doświadczonych żołnierzy „Ognia” – legionista Józef Sral ps. „Smak”.
Józef Kuraś wraz z kilkoma innymi osobami był wówczas w domu Józefa i Anny Zagatów we wsi Ostrowsko. Jednak i tutaj dotarli prześladowcy. Zagrodę podpalono. „Ogień” wraz z Ireną Olszewską „Hanką” przedostali się do budynku obok. Gdy i ten budynek otoczono i wezwano „Ognia” do poddania się, odmówił, polecając „Hance”, aby skorzystała z tej propozycji. Po jej wyjściu strzelił sobie w głowę. Był nieprzytomny, gdy czterech żołnierzy KBW wbiegło po schodach na strych.

Uczestniczący w akcji Józef Dysko, zastępca szefa PUBP w Nowym Targu, relacjonował później swoim przełożonym, że żołnierze ujrzeli „Ognia” w agonii, z rozwalona skronią, z odkrytym mózgiem. Miał zamknięte oczy. Rozgrzani walką żołnierze zrzucili go po schodach, a my doceniając w pełni wagę życia przywódcy bandy jako źródła informacji, za wszelką cenę chcieliśmy go ocalić.
„Ogień” zmarł dwadzieścia mimu po północy 22 lutego 1947 roku w nowotarskim szpitalu, szczelnie otoczonym kordonem MO i UB. Następnego dnia jego ciało zostało wywiezione do Krakowa. Kazimierz Jaworski, ówczesny kierownik sekcji ds. walki z bandytyzmem w nowotarskim PUBP, miał powiedzieć w 1986 roku jednemu z publicystów ówczesnego pisma „Kultura”: Nie chcieliśmy pochować go na ziemi nowotarskiej, aby jego grób nie stał się miejscem manifestacji, składania kwiatów itp.
Podobno ciało „Ognia” przez jeden dzień złożono na zamkniętym dla osób z zewnątrz dziedzińcu WUBP w Krakowie. To ostatnia, przyjmowana przez historyków jako wiarygodna, informacja dotycząca losów Józefa Kurasia.

Gdzie pochowano „Ognia”? – część 1 (2/2)>

Strona główna>