Ostatnia walka ppor. "Żelaznego" – część 1

Ostatnia walka ppor. cz.w. Edwarda Taraszkiewicza „Żelaznego” – 6 X 1951 r. w Zbereżu n/Bugiem.

„…Przychodziło mnie nieraz do głowy, że ta Rzeczpospolita zginąć musi. […] Ludzi nie masz! – myślałem sobie – ludzi nie masz prawdziwie tę ojczyznę miłujących! […] Aż razu pewnego […] gdym was w dwa tysiące posłał do ataku na dwadzieścia sześć tysięcy ordy, a wyście na oczywistą śmierć, na pewne jatki lecieli z takim okrzykiem i ochotą, jakoby na wesele, przyszło mi nagle na myśl: „A owi moi żołnierze?” […] Ci – rzekłem – z czystej miłości dla matki tam giną; ci nie pójdą do związków ani do zdrajców; […], z nich utworzę szkołę, w której młode pokolenia uczyć się będą. Ich przykład, ich kompania podziała; przez nich ten naród nieszczęsny się odrodzi…”.
H. Sienkiewicz – „Pan Wołodyjowski”


Część oddziału Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia" na kwaterze. Stoją od lewej: Eugeniusz Jarecki "Krogulec", Stanisław Pakuła "Krzewina", N.N. "Warszawiak", N.N, Adam Mielniczuk "Fryc", Feliks Prucnal "Grunwald", Leon Taraszkiewicz "Jastrząb". Klęczą od lewej: Ryszard Jakubowski "Kruk", Piotr Popielewicz "Tygrys", Antoni Kowalczyk "Huragan" (zdrajca, rozstrzelany przez "Żelaznego" w 1947 r.). Leżą od lewej: Stanisław Dębiński "Bąk", Zdzisław Kogut (Kogutowski) "Ryś".

Zbliżał się koniec maja 1951 roku. Mijał właśnie szósty rok od czasu gdy Edward Taraszkiewicz „Grot”, „Żelazny” (ur. 1921 r.), rozpoczął nieprzejednaną walkę z komunistycznym okupantem. Swój szlak bojowy rozpoczął w 1945 r., po powrocie z robót u bauera w Niemczech (Kwerfurt k/Halle), gdzie został wysłany wraz z bratem Władysławem (ur. 1922 r.), w oddziale pod dowództwem swojego młodszego brata Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia” (ur. 1925 r.), gdzie został jego zastępcą i gdzie obaj – urodzeni zagończycy – stali się współtwórcami największych sukcesów bojowych partyzantów Obwodu WiN Włodawa, m.in. opanowania Parczewa, rozbicia PUBP we Włodawie i uwolnienia ok. 100 więźniów oraz bezprecedensowej akcji uprowadzenia rodziny Bolesława Bieruta, którą przeprowadzili wspólnie z oddziałem NSZ Stefana Brzuszka „Boruty”.

Por. Leon Taraszkiewicz "Jastrząb" z łączniczką Mielniczukówną za Zbójna. 1946 r.

Po śmierci „Jastrzębia” 3 stycznia 1947 r. w Siemieniu, podczas ataku na grupę ochronno-propagandową, „Żelazny” przejął dowodzenie oddziałem, nie skorzystał z amnestii w lutym 1947 r. i na czele kilkunastu, podobnych jemu straceńców, kontynuował dzieło brata, choć z miesiąca na miesiąc była to walka coraz bardziej beznadziejna i w coraz mniejszym składzie. Walka już tylko o ocalenie honoru i zachowanie prawa do godnej żołnierskiej śmierci, z bronią w ręku, a nie w ubeckich kazamatach.

1943 r. Na robotach w Niemczech, Kwerfurt (niem. Querfurt), na zachód od miasta Halle. Od lewej stoją: N.N., Henryk Wybranowski, Władysław Taraszkiewicz, Edward Taraszkiewicz, N.N., N.N. W tle widoczny zamek w Kwerfurcie (Burg Querfurt).

Obecny widok na zamek w Kwerfurt k/Halle.

Z biegiem lat ginęli kolejno najbardziej oddani przyjaciele, żołnierze i dowódcy. 30 lipca 1947 r. ubecka obława osaczyła i po krótkiej walce zabiła dowódcę bojówki współdziałającej z „Żelaznym” i jednocześnie jego przyjaciela, Józefa Struga „Ordona”. 6 listopada 1948 r. otoczony w kolonii Macoszyn ginie długoletni przyjaciel i współtowarzysz „Żelaznego” z robót w Niemczech, Henryk Wybranowski „Tarzan” wraz z Janem Torbiczem „Łosiem” (brat Stanisława ps. „Kazik”), u którego przebywał na kwaterze. 21 maja 1949 r. w Dąbrówce koło Łęcznej, rozerwał się granatem, otoczony w swoim bunkrze przez UB, przełożony „Żelaznego i dowódca oddziałów partyzanckich lubelskiego Okręgu WiN kpt. Zdzisław Broński „Uskok”. A jeszcze niespełna dwa miesiące wcześniej, osaczeni na kol. Łuszczów w domu swoich współpracowników Zarzyckich, razem ze Stanisławem Kuchcewiczem „Wiktorem” i kpt. „Uskokiem”, w brawurowej walce przebili się przez obławę UB.

Czerwiec 1947 r. Od lewej stoją: Henryk Wybranowski "Tarzan", Edward Taraszkiewicz "Żelazny".

Ale było coraz gorzej… Teren coraz bardziej nasycony był agenturą, społeczeństwo sterroryzowane represjami komunistów, oddziały niepodległościowego podziemia na Lubelszczyźnie praktycznie rozbite. Oprócz patrolu „Żelaznego” pozostawała jeszcze, zapuszczająca się często na teren powiatu włodawskiego, grupa byłego dowódcy patrolu w oddziale kpt. „Uskoka”, Stanisława Kuchcewicza „Wiktora”.
Mimo tak rozpaczliwej sytuacji, ciągle byli ludzie gotowi ryzykować nawet życie, by pomagać „Żelaznemu” i jego żołnierzom. To dzięki nim mógł przetrwać w terenie aż do października 1951 r. To w ich gospodarstwach zawsze znajdował schronienie i wszelką pomoc. To oni stanowili najbardziej zaufaną grupę, tworząc doskonałą siatkę wywiadowczą, która zawsze na czas informowała o wszelkich zagrożeniach ze strony resortu i ich agentury, a „Żelaznemu” pozwalała ciągle kąsać i bez szwanku wychodzić z opresji. Niestety, wszystko do czasu…

Edward Taraszkiewicz ps. "Grot", "Żelazny"

Kroplą, która przelała czarę okazał się być właśnie koniec maja 1951 r. Przypadek sprawił, że 29 maja 1951 roku, rankiem, spod Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie wyruszył samochód wiozący do powiatu włodawskiego komisję budowlaną Wojewódzkiej Rady Narodowej, w której znajdowali się: przewodniczący komisji WRN Ludwik Czugała (w latach 1945–1950 przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej) oraz pracownicy WRN: Jan Zarosiński, Feliks Stasiak, Stanisław Soboliński, Józef Simbida, Zenon Stachurski i Janina Deneka. W tym samym czasie ppor. „Żelazny” wraz ze swoimi dwoma żołnierzami, Stanisławem Torbiczem „Kazikiem” i Józefem Domańskim „Łukaszem” ruszyli ze swojej kwatery ku szosie Włodawa – Lublin. Ich celem było zatrzymanie pierwszego lepszego samochodu i dokonanie akcji zaopatrzeniowych. Wyprawę przewidywali na cały dzień. Pięćdziesiąt pięć lat temu szosa Włodawa – Lublin nie była najruchliwsza, na samochód można było czekać nawet kilka godzin. Ale oni mieli czas. Dzień był ciepły, wiosna w pełni, leśne kwiaty w pełni rozkwitu…
Z minutowego harmonogramu tamtych wydarzeń, ustalonego na podstawie zeznań świadków, wynika – paradoksalnie – że, Czugałę zgubiło właśnie to, iż na kilka minut zatrzymali się, będąc już w dro
dze powrotnej do Lublina, aby nazrywać tych przydrożnych kwiatów. Gdyby nie te dziesięć minut, obydwa samochody nie miały szansy spotkać się w tym miejscu, zatem spotkać się w ogóle.
Ale tego dnia, również na teren powiatu włodawskiego, wyruszył samochód osobowy marki skoda, prowadzony przez Jana Zarosińskiego, członka PZPR i TPRR. Jego pasażerem był również członek PZPR Bronisław Kozak, członek Okręgowego Zarządu Bojowników o Wolność i Demokrację. Z kolei samochód marki „Dodge”, który wiózł komisję budowlaną, wczesnym rankiem wyruszył z Lublina, i przez Jabłonną i Praczew dojechał do Opola, gdzie wysiadły dwie osoby. Następnie przez Hołowno dotarli do Kodeńca i Sosnowicy, gdzie oglądali zaniedbany pałac, pod kątem jego przystosowania na siedzibę spółdzielni produkcyjnej. Stamtąd udali się do Włodawy, skąd wyjechali o godzinie 17:00, kierując się do Lublina.

Ppor. cz.w. Edward Taraszkiewicz "Żelazny".

Po przejechaniu około pięciu kilometrów, a więc już w środku włodawskich lasów, jedyna w tym gronie kobieta – Janina Deneka, zwróciła uwagę na istną powódź przydrożnych kwiatów. W odpowiedzi na te zachwyty, Ludwik Czugała kazał zatrzymać samochód. Popłynęły minuty…
W pewnym momencie trzymający się najbliżej szosy kierowca „Dodge’a” dostrzegł wyprzedzający ich samochód marki „Skoda”, w nim za kierownicą znajomego mu Janusza Zarosińskiego oraz siedzącego obok niego pasażera. „Skoda” pojechała dalej nie zatrzymując się, zaś pasażerowie półciężarówki zajęli swoje miejsca i samochód ruszył w dalszą drogę do Lublina.
Po ujechaniu około 10 kilometrów, kierowca „Dodge’a” dostrzegł w lusterku wstecznym dopędzającą ich z dużą szybkością „Skodę”. Samochód wyprzedził ich, ale w momencie gdy różnica odległości pomiędzy obydwoma pojazdami wynosiła ok. 100 metrów, raptownie wytracił szybkość i zatrzymał się w poprzek jezdni. Wyskoczyło z niej dwóch mężczyzn i zaczęli dawać znaki do zatrzymania się.
„Dodge” znieruchomiał w odległości kilku metrów od „Skody”. Jeden z mężczyzn, wyróżniający się spośród pozostałych wzrostem i krępą budową, zbliżył się i donośnie zapytał, kim są pasażerowie. W odpowiedzi usłyszał, że ma przed sobą członków komisji budowlanej. Wówczas mężczyzna odsłonił pistolet maszynowy i głosem nie znoszącym sprzeciwu polecił kierowcy jechać za nimi.
Obydwa pojazdy przebyły niecałe pół kilometra, następnie skręciły i zatrzymały się w lesie niedaleko wsi Dominiczyn (ok. 25 km. od Włodawy). W „Skodzie” nie było już pasażera – Bronisława Kozaka. Po zatrzymaniu samochodu, został on odprowadzony do lasu, gdzie zakneblowano mu usta i przywiązano go do drzewa, po czym „Skoda” odjechała. Kozak po pewnym czasie sam poluzował więzy, uwolnił się, dotarł do pobliskiego sanatorium w Adampolu, a stamtąd zaalarmowano KP MO we Włodawie.

„Żelazny”, który jeszcze na szosie polecił kierowcy „Dodge’a” jechać za „Skodą”, po zatrzymaniu, wydał pasażerom polecenie, aby zeszli z samochodu, a gdy to uczynili, rozkazał im zdjąć płaszcze i położyć je na ziemi. Kiedy to zrobili, po sprawdzeniu dokumentów, zwrócił się do Czugały z pytaniem, czy należy on do partii.
– Nie należę – usłyszeli w odpowiedzi.
– Jak to możliwe – ironicznie zdziwił się jego rozmówca – żeby dyrektor nie należał do partii?
Ludwik Czugała nic na to nie odpowiedział. Wówczas „Żelazny” cofnął się pół kroku, wydobył pistolet i strzelił mu w głowę. Gdy przewodniczący padł na plecy, oddał do niego jeszcze jeden strzał.
Jedyna w tym gronie kobieta Janina Deneka, zaczęła histerycznie krzyczeć.
– Cicho, cicho! Nic, nic! – uciszał ją jeden z napastników. „Żelazny” zwrócił się do któregoś z członków komisji:
– Ile procent normy wyrabiasz?
Ten odpowiedział, że wyrabia siedemset procent normy.
– Gdybyś miał wykształcenie jak ten – „Żelazny” wskazał na zwłoki Czugały – to zrobiłbym to samo tobie. Wam, ciemniakom, daruję, ale ten choć miał wykształcenie, to był wariatem!
Po tych słowach polecił jednemu z kolegów pozbierać płaszcze i wsiadł do „Skody”. Zwłoki Czugały pozostały na miejscu.

Były przewodniczący Wojewódzkiej Rady Narodowej w Lublinie, Ludwik Czugała, zastrzelony przez "Żelaznego" 29 V 1951 r.

Następnie partyzanci odjechali w kierunku wsi Dominiczyn i rozpoczęli rajd po powiecie włodawskim, który na długo pozostał w pamięci komunistów. Tam zlikwidowali sekretarza PPR Stanisława Chudkowskiego, do którego „Żelazny” oddał dwa strzały. Jadąc dalej skręcili w kierunku Woli Werszczyńskiej. Zlikwidowali tam członka PZPR i GRN, a jednocześnie informatora PUBP Włodawa o krypt. „Promień”, Hipolita Tomaszewskiego. Brał on miedzy innymi udział w rozpracowaniu Janiny Korzeniowskiej, współpracownicy „Żelaznego”. Z relacji siostry Tomaszewskiego, wiadomo, że jeszcze w dniu zabójstwa, do swojego agenta wybrał się sam szef włodawskiego PUBP [sic!]. Następnie w Woli Wereszczyńskiej wymierzyli chłostę nauczycielkom Danucie Szulc i Krystynie Litwiniuk, za zbyt aktywne budowanie ustroju komunistycznego w Polsce. We wsi Lejno wykonali wyroki na sołtysie Czesławie Skoczylasie, a we wsi Komarówka na członku PZPR i agencie UB Józefie Kosińskim. Po zastrzeleniu Kosińskiego grupa udała się w kierunku północnym do lasów nadleśnictwa Makoszka. Tam zwolniono komisję oraz szoferów obu samochodów. Droga odwrotu patrolu „Żelaznego” wiodła do Zagłębocza. Tam zaszyli się w stodole u Stanisława Dobrowolskiego, którego stryj Roman Dobrowolski, zamieszkały wówczas w Urszulinie, był najbardziej zaufanym i jednym z ostatnich „kwatermistrzów” grupy ppor. „Żelaznego”, za co po aresztowaniu i procesie został skazany na śmierć i stracony.
Z materiałów zgromadzonych przez Wydział III WUBP w Lublinie wynika, że „Żelazny” strzelał do ludzi, co do których miał uzasadnione przekonanie, że podjęli współpracę władzami bezpieczeństwa lub odgrywają czynną rolę w instalowaniu władz komunistycznych. Świadczy o tym m.in. doniesienie informatora ps. „Komar” – syna zabita Józefa Kosińskiego, w którym podaje on:
„[…] przy zabójstwie Kosińskiego Józefa we wsi Komarówka gm. Wola Wereszczyńska był rozpoznany sam „Żelazny”. Przyczyny rozpoznania nastąpiły na wskutek tego, że Kosiński Józef uprzednio współpracował z bandą „Żelaznego”, a później zmienił swoje zdanie, poszedł na współpracę z grupą operacyjną K.B, przy której byli pracownicy UB, gdy wszedł do mieszkania „Żelazny” zdjął automat z pleców wymierzył do w/w i powiedział giniesz krew za krew za naszego chłopaka Zielińskiego Bogusława. Zieliński został zabity w bunkrze, który wydał w/w.”

Poza tym, o doskonałym rozpoznaniu agentury w terenie niech świadczy fakt, że po śmierci „Żelaznego”, w jego notatniku, przejętym przez UB na kwaterze u Romana Dobrowo
lskiego, znaleziono listę z 31 nazwiskami osób podejrzewanych o współpracę z aparatem bezpieczeństwa. Po sprawdzeniu w kartotece WUBP w Lublinie okazało się, że spośród nich 14 rzeczywiście figuruje w charakterze informatorów.

Ostatnia walka ppor. "Żelaznego" – część 2>