OSTATNI LEŚNI – Mazowsze i Podlasie w ogniu 1948-1953 – część 1

OSTATNI LEŚNI – MAZOWSZE I PODLASIE W OGNIU 1948-1953

Zamiast wstępu

Z instrukcji MBP: „Grupa operacyjna w terenie”:
„Grupa operacyjna w zagrożonym terenie, w rozumieniu niniejszej instrukcji prowadzi nie tylko akcje typu wojskowo – operacyjnego, zasięg działalności jej bowiem nie ogranicza się wyłącznie do rozwiązania pewnych problemów taktycznych – sięga głębiej i utożsamia się prawie z tak zwaną „pacyfikacją terenu” najszlachetniej pojętą.
Każda banda musi otrzymać swój sztab operacyjny, który niczym innym się nie zajmując będzie tak długo tropił bandę, dopóki jej ostatecznie nie zlikwiduje.
Każda grupa operacyjna winna prowadzić walkę z bandą systemem jak największej ofensywy, tzn. nie czekając na jakąś akcję ze strony bandy, szukać jej i śmiało atakować. Urządzać zasadzki i inne kombinacje, w ten sposób banda byłaby systematycznie niszczona.
Jeśli chodzi o pomoc do życia okazywaną przez krewnych poszczególnym członkom bandy, jak np. nakarmienie znajomego członka lub krewnego, udzielanie mu noclegu itp., to /…/ do zastosowania represji wymagane jest, aby ta pomoc nie miała charakteru doraźnego, lecz odbywała się więcej niż jeden raz. Z uwagi na rozmiary i stopień szkodliwości jaki dla RP stanowią wszelkie formy pomocy bandytom – należy w każdym wypadku reagować na tego typu przestępstwa przez aresztowanie osoby podejrzanej.
Stanowczo każda akcja musi być pościgiem, doprowadzona do ostatecznego zlikwidowania bandy. Przerwanie akcji po rozproszeniu się bandy należy traktować jako przestępstwo.
Dało się zauważyć, że nie wszędzie przejęto się zasadą poprawnej postawy wobec ludności cywilnej. Zanotowano wiele wypadków rekwizycji i bezprawia”.

Czas wielkich polowań – operacja „Z”
W listopadzie 1947 r. Państwowa Komisja Bezpieczeństwa kierująca walką z podziemiem niepodległościowym wydała nowe „wytyczne operacyjne” na okres zimowy 1947 – 48 r. Cały kraj podzielony został na trzy strefy oznaczone kryptonimami „A, „B” i „C”. Województwa warszawskie, białostockie i olsztyńskie znalazły się w strefie „C”. Władze bezpieczeństwa oceniały siły podziemia zbrojnego na tym obszarze tylko na około 260 partyzantów. Nie przeszkodziło to jednak w zorganizowaniu wiosną 1948 r. przez dowództwo KBW w porozumieniu z MBP dwóch wielkich operacji pacyfikacyjnych oznaczonych kryptonimami: „P” i „Z”, w których wzięło udział po około 1500 – 2000 żołnierzy, nie licząc towarzyszących im kilkusetosobowych pododdziałów operacyjnych MO i UB.
Głównym celem pierwszej z operacji, zorganizowanej na terenie pogranicza województw: warszawskiego, olsztyńskiego i białostockiego (łącznie 8 powiatów) było rozbicie dwóch okręgów NZW: nr 23 oraz nr 16. W trakcie trwających trzy miesiące działań udało się jej dowództwu osiągnąć znaczące sukcesy. Likwidacji uległ nie tylko sztab Okręgu Warszawskiego NZW z por. Józefem Kozłowskim „Lasem”. Polegli także komendanci: Okręgu Białostockiego NZW płk Władysław Żwański „Błękit” oraz Okręgu Mazowsze Zachodnie NZW (nr 23) por. Franciszek Majewski „Słony”. Druga z operacji, obejmująca obszar siedmiu pogranicznych powiatów województw: warszawskiego, lubelskiego i białostockiego, wymierzona była przede wszystkim przeciwko pododdziałom 6 Brygady Wileńskiej dowodzonej przez kpt. Władysława Łukasiuka „Młota”. W jej wyniku rozbiciu uległy dwa szwadrony tejże brygady oraz część z wchodzących w jej skład patroli dywersyjnych działających po prawej stronie Bugu.

Pomimo zastosowania w trakcie obydwu operacji masowych represji, morderstw, aresztowań, rabunków, palenia gospodarstw osób podejrzanych o wspieranie partyzantów, siłom bezpieczeństwa nie udało się jednak uzyskać w pełni zamierzonych efektów. W terenie w dalszym ciągu pozostawali m.in.: Wiktor Stryjewski „Cacko”, Witold Borucki „Babinicz”, Mieczysław Dziemiszkiewicz „Rój”, Władysław Łukasiuk „Młot”, dowódca rezerw 6 Brygady Wileńskiej na lewobrzeżnym Podlasiu Józef Ludwik Małczuk „Brzask” oraz, zyskujący od tego momentu pierwszoplanową rolę w konspiracji niepodległościowej na pograniczu białostocko – warszawskim, Kazimierz Kamieński „Huzar”. Co było jednak znacznie ważniejsze – w przypadku obydwu obszarów władzom bezpieczeństwa nie udało się także złamać poparcia jakiego od 1944 r. konsekwentnie udzielała partyzantom AK – ROAK – WiN, czy też NZW patriotycznie nastawiona ludność Mazowsza i Podlasia.
Postawa taka widoczna była w kolejnych meldunkach dowódców KBW biorących udział w obławach:
„Gminy pow. Wysokie Mazowieckie i Bielsk Podlaski – informował dowódca 2 Brygady KBW – są zamieszkałe w 60% przez tzw. szlachtę, która w większej części jest wrogo ustosunkowana do obecnej rzeczywistości. Uprzedzający stosunek ludności wypływa z nieuświadomienia, ponieważ dotychczas mało wysiłku położono w kierunku upolitycznienia wsi, tak ze strony wojska, jak i partii politycznych. Biedota wiejska jest natomiast pod wpływem kłamstw rzucanych przez bandy, duchowieństwo oraz inne osoby o poglądzie wybitnie reakcyjnym. Kłamstwa te przejawiają się w szerzeniu fałszywej propagandy o trzeciej wojnie, kołchozach, przesunięciu na korzyść ZSRR granicy itp.”

„Niezależnie od amnestii i poprzednich operacji – meldował z kolei szef sztabu 1 Brygady – teren tych powiatów [Węgrów i Sokołów Podlaski] był terenem działania band politycznych i rabunkowych. Ludność cywilna była przesiąknięta w większej części propagandą antyrządową, względnie przez miejscowe elementy reakcyjne. […] Powyższe fakty stworzyły w terenie dodatnie podłoże dla rozwoju bandytyzmu [sic] jak i też utrudniały w dużym stopniu likwidację podziemia przez aparat bezpieczeństwa, organy MO jak też i wojska KBW”.

Przez cały czas trwania operacji dowództwo KBW kładło bardzo duży nacisk na zindoktrynowanie biorących udział w obławach żołnierzy. W jednym z meldunków pisano wręcz, iż „żołnierze rozumieją ważność swoich zadań i są przepojeni nienawiścią do band”. Pochwalano przypadki bezwzględności takie jak np. wykonanie szczególnie brutalnych, „ponadplanowych” rewizji, czy też celne strzelanie do uciekających mieszkańców – podając je w sprawozdaniach jako prawidłowe zachowanie żołnierzy podczas operacji w terenie. Znamienne w tym kontekście są informacje o stale utrzymującym się, pomimo represji, wrogim stosunku miejscowej ludności do sił komunistycznych:
„Napotkano tu na bojaźliwy i nieufny stosunek ludności do wojska – napisano w sprawozdaniu z pierwszej fazy operacji – co z kolei należy tłumaczyć tym, że rejony te są ośrodkiem dyspozycyjnym i terytorialnym bandy „Młota”. Pomimo zastosowania pokaźnego arsenału środków operacyjnych nie zdołano jeszcze przełamać stosunku mieszkańców do obecnej rzeczywistości. Dlatego też w bieżącym planie działania jednym z zasadniczych celów jest jeszcze głębsze przeoranie tego terenu i zmobilizowanie wszystkich środków zdobytych w początkowej fazie operacji do czynnej walki z bandytyzmem. Analiza postępowania oparta na doświadczeniach wniosła cały szereg nowych momentów jak np.: bardziej dokładnej i bezwzględnej rewizji u osób wytypowanych przez organa UB jak i u tych osób, u których w trakcie prowadzenia operacji znaleziono broń i materiały wojskowe”.

Sposób traktowania przez żołnierzy i funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa „zwykłej” ludności cywilnej podczas takich akcji doskonale ilustrują wspomnienia jednej z tysięcy ofiar:
„W 1948 roku zostałem znów aresztowany za AK, że wiem, gdzie ukrywają się partyzanci. Zaczęło się śledztwo, rozebrali do naga, bardzo zbili kijami do nieprzytomności i skopali. Jeden z polskich oficerów, a raczej tylko w polskich mundurach, usiadł mi na głowie, a drugi na nogach. […] 10 kwietnia 1948 r. na rozkaz porucznika Alieksieja KBW rozebrało i zniszczyło wszystkie nasze budynki w Lubowiczu – mieszkanie, oborę, chlew, spichlerz i stodołę. Zostaliśmy pod gołym niebem, sąsiedzi nocami pomagali naprawiać budynki, ale w maju po raz drugi zniszczyli wszystko i przykazali ludności, że jak będą pomagali, to całą wieś zniszczą. Mój ojciec był wspaniałym, lubianym i szanowanym człowiekiem, miał już 85 lat, więc sąsiedzi z całej wsi znów się zebrali i w parę dni naprawili budynki w siedemdziesięciu procentach”.

Jednoznacznie wrogie wobec komunistów stanowisko większości społeczeństwa Podlasia sprowokowało władze do powtórzenia pacyfikacji – na jeszcze większą niż dotąd skalę. Przeciwko liczącym już tylko kilkunastu partyzantów patrolom kpt. „Huzara” rzucono w październiku 1951 r. w ramach operacji „Narew” 7 batalionów KBW w sile około 3000 żołnierzy. W czasie trwających rok działań grupy operacyjne KBW, UBP i MO przeprowadziły w sumie ponad 1800 akcji specjalnych, zatrzymały blisko 1000 osób podejrzanych o współpracę z podziemiem niepodległościowym, zabiły w trakcie przypominających „polowania z nagonką” obław blisko 30 ostatnich partyzantów Białostocczyzny i Podlasia.
Na Mazowszu Północnym opór także „tlił się” jeszcze bardzo długo. Po schwytaniu Wiktora Stryjewskiego „Cacki” oraz śmierci Mieczysława Dziemiszkiewicza „Roja”, aż do wiosny 1953 r. dotrwał ze swoją siedmioosobową grupą Wacław Grabowski „Puszczyk”. Podobnie jak i jego poprzednicy, nie miał jednak żadnych szans w starciu z wysłaną przeciw sobie 1300 osobową obławą I Brygady KBW.

PODLASIE – 6 Brygada Wileńska
6 Brygada Wileńska utworzona została zimą 1946 r. na bazie samodzielnego oddziału ppor. Lucjana Minkiewicza „Wiktora”, pozostałego po rozwiązanym jeszcze jesienią 1945 r. 1 szwadronie 5 Brygady Wileńskiej. W rozkazie z 26 lutego 1946 r. nadającym wspomnianemu oddziałowi nazwę tej tak zasłużonej dla kresowej konspiracji niepodległościowej jednostki mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” pisał:
„Po długich miesiącach zimowych Waszej tułaczki i osamotnienia w terenie przyszedł znowu czas, że przychodzę do Was i dane mi jest dowodzić Wami w dalszym ciągu. /…/ Jesteście teraz 6-ta Brygadą Wileńską pod dowództwem Waszego dotychczasowego dowódcy „Wiktora” /Lucjana Minkiewicza/. /…/ Czekają nas jeszcze ciężkie chwile, ale przetrwamy – wszak przetrwaliśmy już tyle – zwyciężymy, bo jesteśmy żołnierzami 5-ej, a obecnie 6-ej Brygady Wileńskiej”.
Ponowne nawiązanie łączności z pozostającym wówczas na Pomorzu Gdańskim dowódcą 5 Brygady Wileńskiej oznaczało w praktyce przejście oddziału ppor. „Wiktora” pod dowództwo eksterytorialnego Okręgu Wileńskiego AK, w komendzie którego mjr „Łupaszka” pełnił funkcję dowódcy partyzantki. W ramach tej poakowskiej struktury 6 Brygada Wileńska funkcjonowała aż do lata 1948 r., stając się powoli dominującym oddziałem niepodległościowego podziemia na prawo i lewobrzeżnym Podlasiu.
W 1946 r. tworzyły ją początkowo trzy drużyny, przekształcone następnie w kadrowe szwadrony. Pierwszym z nich dowodził pochodzący z Wileńszczyzny kpr. Janusz Rybicki „Kukułka”, drugim b. członek AK z Obwodu Wysokie Mazowieckie st.sierż. Walerian Nowacki „Bartosz”, trzecim zaś pochodzący również z kresów północno – wschodnich st.sierż. Józef Babicz „Żwirko”. Oprócz tych pododdziałów stale w terenie operował także kilkuosobowy patrol żandarmerii dowodzony najpierw przez sierż./ppor. Władysława Wasilewskiego „Grota”, a następnie sierż/ppor. Antoniego Borowika „Lecha”, mający za zadanie zwalczanie pospolitego bandytyzmu oraz agentury resortu bezpieczeństwa.
W 1947 r. struktura i obsada 6 Brygady Wileńskiej uległy zasadniczym zmianom związanym przede wszystkim z realizowaną w terenie ustawą amnestyjną. W przeciwieństwie do Komendy Okręgu Białostockiego WiN, na obszarze którego brygada głównie działała, jej dowództwo nie zdecydowało się na ujawnienie. Decydujący wpływ na podjęcie takiej decyzji miała postawa samego mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” oraz dowodzącego od października 1946 r. oddziałem kpt. Władysława Łukasiuka „Młota”. Obydwaj oficerowie nie wierzyli w możliwość zalegalizowania siebie oraz swoich podkomendnych w komunistycznej rzeczywistości, słusznie przewidując dalszą eskalację represji. Ostatecznie, na prośbę pierwszego dowódcy 6 Brygady – ppor. „Wiktora”, przyjęto rozwiązanie kompromisowe – zezwalające na ujawnienie się szeregowych członków oddziału.