71. rocznica śmierci kpt. "Bartka"

71. rocznica zamordowania kpt. Henryka Flamego "Bartka"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert


Kpt. Henryk Flame "Bartek"

71.
lat temu, 1 grudnia 1947 roku, w Zabrzegu pod Czechowicami został
zamordowany kpt. Henryk Flame "Bartek", legendarny dowódca zgrupowania
partyzanckiego Narodowych Sił Zbrojnych
na Śląsku Cieszyńskim.

Dnia
1 grudnia 1947 roku o godzinie 14.00 Henryk Flame przyszedł do warsztatu
znajomego Wiktora Cimali z prośbą, żeby zrobił drzwi żelazne do kościoła
Św. Katarzyny. Praca nad drzwiami, w której pomagał Flame, trwała do
godziny 18.00. Po skończonej pracy, Cimola zaproponował „Bartkowi", że
odprowadzi go do domu. Po drodze wstąpili do restauracji prowadzonej
przez Kozika na piwo. Tam spotkali Wiktora Ryszkę do którego się
dosiedli. Później doszło kilku innych znajomych między innymi Rudolf
Stafi z żoną i Stefan Kapela. W tym mniej więcej towarzystwie na
propozycję Stefana Kapeli cała grupa udała się samochodem do restauracji
Czyloka w Zabrzegu.

Pod restaurację prowadzoną przez Józefa
Czyloka w Zabrzegu samochód z gośćmi, wśród których był Flame, podjechał
między godziną 19.00 a 20.00.  Z samochodu oprócz wyżej wymienionych gości,
wyszło również dwóch funkcjonariuszy MO oraz kilku członków orkiestry,
którą wzięto z restauracji Kozika. Całe towarzystwo bez przeszkód weszło
do restauracji i zajęło stoliki. W tym czasie około godz. 20
funkcjonariusz MO o nazwisku Drapacz poznawszy wchodzącego do
restauracji Henryka Flame poszedł na miejscowy posterunek, gdzie
poinformował komendanta placówki Kazimierza Dolacińskiego, że widział
jak „Bartek" w towarzystwie znajomych wszedł do restauracji u Czyloka,
mówiąc przy tym, że może dojść do „gradny" gdyż kilka dni wcześniej, 29
listopada 1946 roku, Flame strzelał w tej restauracji na wiwat i
nieprzychylnie wypowiadał się o „władzy ludowej". Obaj milicjanci poszli
zatem do restauracji, tam zastali już funkcjonariusza MO Całujka a
chwilę później przyszli milicjanci, Rudolf Dadak i Multak.  Byli tam
również czechowiccy milicjanci Stanisław Kopeć i Jan Zygowski, którzy
przyjechali w towarzystwie Flamego. W związku z tym, że miejscowy
posterunek został bez obstawy, komendant Dolaciński odmeldował Dadaka i
Drapacza na placówkę MO. Jednak Dadak został, a zamiast niego na
posterunek poszedł Multak.

Około godziny 21.20 do baru, przy
którym stali milicjanci, podszedł Flame i zaprosił komendanta
Dolacińskiego do stolika, ale ten odmówił mówiąc przy tym, że jest na
służbie a zresztą nie pije z nieznajomymi na co Flame przedstawił się
podając jednocześnie swój NSZ-owski pseudonim, tak że wszyscy w pobliżu
to usłyszeli. W tym czasie w restauracji znajdowało się pięciu
milicjantów pilnujących porządku przed ewentualną awanturą, zwłaszcza,
że towarzystwo Flamego było już mocno rozbawione. O godzinie 22 Czylok
zabrał się do zamykania baru, widząc to Flame podszedł do Dolacińskiego i
poprosił o dłuższe pozostanie obecnych na sali, ponieważ ma obawy, że
na zewnątrz może dojść do awantury. Dzięki interwencji komendanta
posterunku Czylok zrezygnował z zamknięcia restauracji.

Gdy
kolejny raz Flame podszedł do baru zaczepił go Rudolf Dadak pytając czy
pamięta go z roku 1944 na co zapytany odpowiedział, że jeżeli był w
partyzantce to walczyli razem przeciwko okupantowi i na tym rozmowa się
skończyła. Według późniejszej relacji samego Dadaka rozmowa przebiegła
nieco inaczej, a mianowicie, że „podchmielony" Flame podszedł do niego i
mu ubliżył używając przy tym wulgarnych słów. Bezpośrednio po tym
incydencie Flame poszedł do osobnego pomieszczenie gdzie przysiadł się
do Marii Stafi i do żony Ryszka. Był podłamany, skarżył się, że jego na
świecie już nic nie cieszy, żyje tylko dla dzieci i dla matki.

Dochodziła
godzina 23 dnia 1 grudnia 1947 roku gdy usłyszano serię strzałów i
towarzyszący jej krzyk kobiet. Chwilę później Henryk Flame leżał bez
ruchu w kałuży krwi obok krzesła na którym siedział. Strzał oddał
funkcjonariusz MO Rudolf Dadak, który stał w drzwiach z karabinem w ręku
z lufą skierowaną do pokoju, w którym siedział Flame. Od razu dopadł go
funkcjonariusz Całujek, który odebrał Dadakowi broń. Na zapytanie
dlaczego to zrobił odparł, że „nie może znosić by tacy wrogowie
Demokracji, którzy przed niedawnym czasem strzelali do milicjantów
chodzili teraz bezkarnie."


Zwłoki kpt. "Bartka"
skrytobójczo zastrzelonego przez milicjanta w barze w
Zabrzegu.


Henryk
Antoni Flame, ps. "Grot", "Bartek", (ur. 15 stycznia 1918 we Frysztacie
na Zaolziu, zm. 1 grudnia 1947) – pilot wojskowy, żołnierz NSZ.

Był
synem Emeryka i Marii z domu Raszyk. W 1919 roku rodzina Flame
przeniosła się do Czechowic (obecnie Czechowice-Dziedzice) znajdujących
się w granicach II Rzeczypospolitej. Wykształcenie zdobył w miejscowym
gimnazjum i w Szkole Przemysłowej w Bielsku. W 1936 roku wstąpił na
ochotnika do wojska rozpoczynając naukę w Szkole Podoficerów Lotnictwa
dla Małoletnich w Bydgoszczy, którą ukończył w roku 1939 w stopniu
kaprala pilota dostając przydział do 123 eskadry 2 pułku lotniczego
stacjonującego na lotnisku w podkrakowskich Rakowicach.


Zdjęcie wykonane po amnestii 1947 r. Henryk Flame „Bartek”
(pierwszy od prawej) wraz ze swoimi żołnierzami
(od lewej: Gustaw Matuszny, ps. „Orzeł Biały”, N.N., Stanisław Włoch, ps. „Lis”).

W wojnie
obronnej Polski w 1939 r., jako pilot 123 eskadry myśliwskiej
przydzielonej do Brygady Pościgowej, Henryk Flame, bronił nieba nad
Warszawą przed samolotami wroga. 1 września w okolicach Zakroczyma
doszło do pierwszej bitwy powietrznej II wojny światowej, w wyniku
której maszyna kpr. Flame została zestrzelona, a on sam od tej pory
znajdował się w dyspozycji prezydenta Warszawy, Stefana Starzyńskiego. Z
6 na 7 września 123 eskadra została wycofana z Warszawy na podlubelskie
lotniska, a 17 września jej żołnierze przekroczyli granicę rumuńską. W
tym czasie Henryk Flame dostał prawdopodobnie przydział do nowo
sformowanej Eskadry Rozpoznawczej operującej na linii Lwów –
Zaleszczyki.

Po 17 września został zestrzelony przez Rosjan w
okolicach Stanisławowa po czym zorganizował z luźnych grup żołnierzy z
rozbitych jednostek konwój, który pod koniec września przekroczył
granicę z Węgrami. Na Węgrzech Flame wraz z innymi żołnierzami został
internowany i osadzony w tymczasowym obozie, z którego jednak szybko
uciekł. Ukrywając się u węgierskiego gospodarza został zadenuncjowany i
przekazany władzom niemieckim, które umieściły zbiega w obozie jenieckim
zlokalizowanym na ziemiach austriackich wcielonych do III Rzeszy. W
drugiej połowie 1940 roku, dzięki interwencji rodziny, Flame został
wypuszczony z obozu (historycy o orientacji lewicowej, uważają, że
kluczową rolę w wypuszczeniu Flamego z obozu, odegrał fakt podpisania
przez niego volkslisty). Po powrocie do Czechowic, Henryk Flame, podjął
pracę jako maszynista na miejscowej kolei i związał się jednocześnie z
niepodległościową konspiracją.

Założył organizację HAK podległą
AK, która zajmowała się wywiadem i sabotażem. Na przełomie roku 1943 i
1944, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, wraz z podkomendnymi
uciekł do lasu, gdzie zorganizował samodzielny oddział partyzancki
operujący w podbeskidzkich lasach. Zauważony przez dowództwo NSZ
otrzymał propozycję wejścia w raz z oddziałem w szeregi tej organizacji,
z której to propozycji skorzystał i w październiku 1944 roku został
zaprzysiężony na żołnierza NSZ.

12 lutego 1945 roku do Czechowic
wkroczyła Armia Czerwona, a Flame, realizując zalecenia dowództwa NSZ,
ujawnił się, i wraz z oddziałem, zachowując konspiracyjne struktury,
oddał się do dyspozycji "władzy ludowej" i wbrew protestom miejscowych
komunistów, objął stanowisko komendanta miejscowego komisariatu MO. W
dalszym ciągu realizując wytyczne dowództwa NSZ, Flame obsadził swoimi
ludźmi komisariat i podległe mu jednostki, a także gromadził wokół
siebie ludzi opozycyjnie nastawionych do komunistów gromadzić
jednocześnie broń przygotowując się do nieuchronnej konfrontacji z
komunistami.

W kwietniu 1945 roku, kolejny raz, jak za okupacji
niemieckiej, zagrożony dekonspiracją i aresztowaniem, Flame uciekł ze
swoimi ludźmi w pobliskie lasy. Od tej pory Flame zaczął występować jako
"Bartek" odtwarzając odziały partyzanckie VII Okręgu
Śląsko-Cieszyńskiego NSZ rozpoczynając tym samym "drugą konspirację". Od
maja 1945 roku do lutego roku 1947 Henryk Flame stał na czele
największego zgrupowania niepodległościowego na Śląsku Cieszyńskim,
którego liczebność, w szczytowym okresie, wynosiła ponad 300 dobrze
uzbrojonych i umundurowanych żołnierzy. Składające się z kilku oddziałów
zgrupowanie przeprowadziło łącznie ok. 340 akcji zbrojnych. Do
największego wystąpienia zgrupowania pod dowództwem Flamego należało
zajęcie 3 maja 1946 roku małej, uzdrowiskowej miejscowości Wisły, w
której przeprowadził, na oczach sterroryzowanych komunistów, dwugodzinną
defiladę w pełni umundurowanych i uzbrojonych żołnierzy NSZ, co było
ewenementem w państwach "władzy ludowej". W okresie tym Flame otrzymał
stopień kapitana NSZ i stał się największym
postrachem komunistów na Śląsku Cieszyńskim.


Od
lewej: Alojzy Wizner „Lis”, Antoni Wizner „Brzoza”, członkowie
zgrupowania „Bartka”, straceni 15 stycznia 1947 r. w Bielsku na mocy
wyroku WSR w Katowicach.

We wrześniu 1946
roku, w wyniku ubeckiej prowokacji, co najmniej 100 żołnierzy
zgrupowania "Bartka" zostało wywiezionych na Opolszczyznę i
zamordowanych (według najnowszych przypuszczeń ten masowy mord miał
miejsce w lasach w okolicach wsi Barut lub okolicach Grodkowa. Kolejnym
postulowanym miejscem mordu są Łambinowice). Od tego czasu zgrupowanie
pod dowództwem Flamego zaczęło tracić inicjatywę kosztem komunistów,
którzy w licznych obławach dziesiątkowali oddziały podległe "Bartkowi".


Raport agenta MBP Henryka Wendrowskiego z prowokacyjnej operacji „Lawina”, zakończonej wymordowaniem żołnierzy „Bartka”.

W
obliczu beznadziejnej sytuacji Flame podjął decyzję o ujawnieniu się
przy najbliższej okazji, którą stała się uchwalona przez sejm na dzień
22 lutego 1947 roku amnestia. Sam "Bartek" z najbliższym otoczeniem
ujawnił się dopiero 11 marca 1947 roku w Cieszynie. Był to dla
komunistów ogromny sukces, który jednak przyćmiewał fakt, że Flame,
ujawniając się na mocy amnestii, był bezkarny, a według nich musiał
ponieść karę. Komuniści rozpoczęli więc kolejną prowokację mającą na
celu "ukaranie" Flamego. Ponoć nieoficjalny wyrok śmierci na "Bartka"
wydał sam Bierut, który nie mógł znieść myśli o przemarszu niemal 400
ludzi z NSZ przed posterunkiem MO w Wiśle.

Do skrytobójczego
zamachu na Flamego doszło 1 grudnia 1947 roku w Zabrzegu pod
Czechowicami. Zamachowcem był miejscowy milicjant Rudolf Dadak, który
nigdy nie został osądzony za swoją zbrodnię, tak samo jak inspiratorzy
zamachu (Henryk Wendrowski), mimo prowadzonego śledztwa, nie zostali
ujawnieni i postawieni przed sądem.


Tomasz Greniuch
Chrystus za
nas, my za Chrystusa. Historia Zgrupowania Oddziałów Leśnych VII
Śląskiego Okręgu Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem kpt. Henryka
Flamego "Bartka"

(do książki dołączona jest płyta DVD z filmem "Ziemia przemówiła")
Fundacja Kwartalnika Wyklęci 2018, 768 s. (w tym 205 s. wkładka zdjęciowa), oprawa twarda, format: 165 x 235 mm.

Dr hab. Tomasz Panfil:
Książka o Zgrupowaniu NSZ kpt. Henryka Flamego „Bartka” jest właśnie
próbą policzenia, zawołania po imieniu tych, których komunistyczni
oprawcy mordowali w mroku nocy, wrzucali do tajemnych dołów, zacierali
ślady i pamięć. Książka ta to obowiązkowa lektura każdego, kto
interesuje się dziejami polskiego podziemia niepodległościowego
walczącego z niemieckim terrorem, a następnie komunistycznym
zniewoleniem.

Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk: Legendarny
oddział „Bartka” stał się tematem szeregu opracowań poświęconych
antykomunistycznemu oporowi zbrojnemu w Polsce, w tym szczególnie
podziemiu na Śląsku Cieszyńskim. Żadne z nich nie było jednak
opracowaniem monograficznym, opisującym go w sposób całościowy.
Pionierskiego – i co należy podkreślić – trudnego zadania opracowania
pełnej historii Zgrupowania podjął się dr Tomasz Greniuch.

Prof. dr hab. Jan Żaryn:
Szanowni Czytelnicy! Książka, którą państwo mają w swoich rękach,
czytana przez mieszkańca Podbeskidzia wzmacnia tożsamość narodową,
wpłynie na rozumienie tegoż dziedzictwa, któremu na imię – mała
ojczyzna. Ci wszyscy, którzy nie utożsamiają się z dziejami
Podbeskidzia, znajdą w niej nowe fakty pozwalające na coraz bogatsze
zdefiniowanie fenomenu polskiego patriotyzmu. Bardzo się cieszę, że
praca ta trafia na rynek, do polskich mieszkań i domów!

Książka do nabycia m.in.:

Konferencja naukowa IPN

Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Warszawie serdecznie zaprasza na konferencję naukową „Walka zbrojna w programach organizacji podziemia niepodległościowego po 1944”.

Sesja odbędzie się 3 grudnia 2018 r. (poniedziałek) w Przystanku Historia Centrum Edukacyjnym IPN im. Janusza Kurtyki przy ul. Marszałkowskiej 21/25 w Warszawie.

Sympozjum będzie poświęcone problematyce akcji czynnej podejmowanej przez konspirację niepodległościową w okresie dyktatury komunistycznej. Po przypomnieniu koncepcji walki czynnej przyjętych w wojskowych strukturach Polskiego Państwa Podziemnego podczas okupacji niemieckiej zostanie omówiona „geografia” podziemia antykomunistycznego i zjawiska oraz mechanizmy jego funkcjonowania – swego rodzaju „koła zamachowe”, nadające mu dynamikę. Prelegenci scharakteryzują modele działań partyzanckich w latach 1944–1956. W kolejnych referatach będzie można zapoznać się z poszczególnymi kategoriami akcji zbrojnych – takimi jak uwalnianie więźniów, walki z grupami operacyjnymi sił komunistycznych, akcje ekspropriacyjne, zaopatrzeniowe, rozbrojeniowe i likwidacyjne, a także mające wymiar propagandowy. W kolejnych referatach zostaną przedstawione działania podziemia mające na celu utrzymanie porządku publicznego oraz zwalczanie przestępczości pospolitej i patologii we własnych szeregach, a także akcje szczególnie drastyczne, tj. o charakterze „pacyfikacyjnym”.

Konferencja organizowana jest przez Oddziałowe Biuro Badań Historycznych w ramach Centralnego Projekty Badawczego „Podziemie niepodległościowe w Polsce 1944–1956”.

TRZEBA PRZECZYTAĆ !!! (120)

Tomasz Greniuch
Chrystus za nas, my za Chrystusa. Historia Zgrupowania Oddziałów Leśnych VII Śląskiego Okręgu Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem kpt. Henryka Flamego "Bartka"

(do książki dołączona jest płyta DVD z filmem "Ziemia przemówiła")
Fundacja Kwartalnika Wyklęci 2018, 768 s. (w tym 205 s. wkładka zdjęciowa), oprawa twarda, format: 165 x 235 mm.

Dr hab. Tomasz Panfil: Książka o Zgrupowaniu NSZ kpt. Henryka Flamego „Bartka” jest właśnie próbą policzenia, zawołania po imieniu tych, których komunistyczni oprawcy mordowali w mroku nocy, wrzucali do tajemnych dołów, zacierali ślady i pamięć. Książka ta to obowiązkowa lektura każdego, kto interesuje się dziejami polskiego podziemia niepodległościowego walczącego z niemieckim terrorem, a następnie komunistycznym zniewoleniem.

Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk: Legendarny oddział „Bartka” stał się tematem szeregu opracowań poświęconych antykomunistycznemu oporowi zbrojnemu w Polsce, w tym szczególnie podziemiu na Śląsku Cieszyńskim. Żadne z nich nie było jednak opracowaniem monograficznym, opisującym go w sposób całościowy. Pionierskiego – i co należy podkreślić – trudnego zadania opracowania pełnej historii Zgrupowania podjął się dr Tomasz Greniuch.

Prof. dr hab. Jan Żaryn: Szanowni Czytelnicy! Książka, którą państwo mają w swoich rękach, czytana przez mieszkańca Podbeskidzia wzmacnia tożsamość narodową, wpłynie na rozumienie tegoż dziedzictwa, któremu na imię – mała ojczyzna. Ci wszyscy, którzy nie utożsamiają się z dziejami Podbeskidzia, znajdą w niej nowe fakty pozwalające na coraz bogatsze zdefiniowanie fenomenu polskiego patriotyzmu. Bardzo się cieszę, że praca ta trafia na rynek, do polskich mieszkań i domów!

72. rocznica śmierci mjr. Żubryda

72. rocznica śmierci mjr. Antoniego Żubryda "Zucha"
…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Mjr Antoni Żubryd "Zuch"

72 lata temu, 24 października 1946 r., w lesie w pobliżu Malinówki (pow. brzozowski), agent UB Jerzy Vaulin strzałem w tył głowy podstępnie zamordował mjr. Antoniego Żubryda „Zucha”, dowódcę Samodzielnego Batalionu Operacyjnego NSZ „Zuch”,
jednego z największych antykomunistycznych oddziałów partyzanckich
działających na terenie ówczesnego województwa rzeszowskiego,
operującego w powiatach sanockim, brzozowskim i krośnieńskim w latach
1945-1946. Wraz z Żubrydem śmierć poniosła również jego żona Janina, będąca w ósmym miesiącu ciąży.

Oddział
„Żubryda” został ostatecznie rozbity przez pracowników Informacji
Wojskowej z 8 Dywizji Piechoty, którzy wprowadzili do oddziału własnych
ludzi. Dzięki nim 23 czerwca 1946 roku grupa ppor. Kazimierza Kocyłowskiego
(dowódca ochrony oddziału Żubryda) została otoczony przez 32. Pułk
Piechoty w rejonie Niebieszczan; do niewoli dostało się wówczas 21
partyzantów. Wcześniej, trzech schwytanych „żubrydowców” zostało na
przełomie maja i czerwca powieszonych w publicznych egzekucjach: dwóch
na stadionie piłkarskim „Wierchy” (Władysław Skwarc, Władysław Kudlik), a trzeci na rynku (Henryk Książek).
29
września 1946 roku Żubrydowi wraz z resztą oddziału udało się jeszcze
rozbić grupę operacyjną wojska, MO i UB z Sanoka – partyzanci ujęli i
rozstrzelali kilku milicjantów oraz aktywistę PPR biorącego udział w
obławie, jednak od tego czasu inicjatywę strategiczną na polu walki
przejęły komunistyczne siły bezpieczeństwa. W tych okolicznościach
Żubryd, zdając sobie sprawę z beznadziejności sytuacji, postanowił wraz z
żoną Janiną przedrzeć się do Austrii.

Janina Żubryd z d. Praczyńska ps. „Janek”

O zmierzchu 24 października 1946 roku Żubrydowie przybyli do Malinówki. Był wraz z nimi towarzysz broni Jerzy Vaulin ps. „Mar”.
Vaulin, były żołnierz AK, kilka miesięcy wcześniej zwerbowany przez UB
jako tajny współpracownik „Mewa” i skierowany do oddziału Żubryda.
Major
Żubryd pozostawił małżonkę i wraz z Vaulinem poszli sprawdzić dalszą
trasę przemarszu. Kiedy obaj weszli do lasu Vaulin niepostrzeżenie wyjął
z kabury swojego browninga – kal. 7,65 mm i strzałem w tył głowy zabił
Antoniego Żubryda. Chwilę potem podstępem zwabił w to samo miejsce
będącą w ósmym miesiącu ciąży Janinę Żubryd i ją również zamordował.
Następnego dnia UB zabrała ciała małżeństwa Żubrydów. Nigdy nie
odnaleziono miejsca ich pochówku.

Mjr
Antoni Żubryd "Zuch" – pośmiertne zdjęcie wykonane przez
UB.



Zdjęcie
wykonane przez UB. Ciała mjr. Antoniego Żubryda
"Zucha" i jego żony Janiny, zastrzelonych przez agenta UB Jerzego
Vaulina 24 X 1946 r.

GLORIA VICTIS !


Antoni Żubryd

Antoni Żubryd
urodził się 4 września 1918 roku w rodzinie robotniczej w Sanoku jako
syn Michała i Anny z d. Wołoszyn. W Sanoku ukończył Szkołę Męską nr 2
im. Króla Władysława Jagiełły. W 1933 r. rozpoczął naukę w Szkole
Podoficerów Piechoty dla Małoletnich Nr 2 w Śremie, którą ukończył w
1936 r., otrzymując przydział wojskowy do 40. Pułku Piechoty „Dzieci
Lwowskich”. Do 1939 r. dosłużył się stopnia sierżanta zawodowego. W
czasie wojny aresztowany przez Sowietów na granicznym Sanie, zgodził się
na współpracę z wywiadem sowieckim. Później aresztowany przez gestapo,
skazany na karę śmierci, zbiegł z miejsca egzekucji i powrócił do
Sanoka, gdzie ukrywał się aż do lata 1944 r., gdy po wejściu Sowietów
został zatrudniony w sanockim Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa
Publicznego na stanowisku oficera śledczego. Zajmował się głównie
volksdeutschami, konfidentami gestapo i członkami UPA. Będąc
funkcjonariuszem UB, utrzymywał też kontakty z ukrywającymi się
członkami podziemia antykomunistycznego.

Budynek byłego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Sanoku.

Zagrożony
dekonspiracją 8 czerwca 1945 r. zdezerterował z sanockiego PUBP i
skontaktował się ze znanymi sobie, ukrywającymi się członkami AK.
Pierwszą akcją, jaką wykonał już po "drugiej stronie barykady", była
likwidacja szefa sanockiego PUBP, Tadeusza Sieradzkiego. Stało się to 15
czerwca 1945 r.
Wykorzystując swoje wojskowe wykształcenie oraz
posiadane zdolności przywódcze, wkrótce podporządkował sobie drobne
grupy zbrojne działające w terenie, tworząc duży oddział zbrojny. W
skład oddziału weszły grupy Edmunda Sawczyna "Mundka", Mariana Skiby
"Ryszarda" i Stanisława Kossakowskiego "Ułana" – dezertera z KW MO w
Rzeszowie. Oddział ten stworzony był również z inspiracji działającego w
konspiracji Stronnictwa Narodowego. Na jednym z jego zebrań, w
obecności przedstawiciela SN z Krakowa, prezes Zarządu Powiatowego SN w
Sanoku Tadeusz Wojtowicz "Wilk" przyjął od dowódców poszczególnych grup
partyzanckich przysięgę. Dowódcą nowo powstałego oddziału został
Stanisław Surowiak "Ursus" (związany z NOW), a jego zastępcą Żubryd,
który faktycznie dowodził oddziałem, ponieważ Surowiak nie cieszył się
zaufaniem ze względu na swoje niejasne kontakty z UB.

W połowie
listopada 1945 r. na leśnej polanie między miejscowościami Raczkowa i
Końskie odbyła się odprawa wszystkich dowódców grup partyzanckich i ich
zastępców podległych Żubrydowi. Odprawę prowadził NN oficer w stopniu
kapitana, który przyjechał z Krakowa. W odprawie oprócz Żubryda brali
udział: Mieczysław Kocyłowski "Czarny", Kazimierz Kocyłowski "Wichura", Marian Skiba "Ryszard", Edmund Sawczyn "Mundek", Władysław Stefkowski "Rura",
NN "Marynarz", NN "Józek", Stanisław Kossakowski "Ułan", NN "Dąb". Na
tej odprawie oddział przyjął nazwę Samodzielny Batalion Operacyjny
Narodowych Sił Zbrojnych. Dowódcą został Żubryd, awansowany do stopnia
kapitana, a jego zastępcą mianowano Mieczysława Kocyłowskiego
"Czarnego", awansując go do stopnia podporucznika.
Wszystkie grupy
podległe Antoniemu Żubrydowi stały się kompaniami batalionu. Dowódcami
kompanii zostali: Kossakowski, Sawczyn i Skiba. Osobną grupą, składającą
się z kilku zaufanych partyzantów, którzy stanowili jednocześnie
ochronę Żubryda, dowodził on sam. Łączność między poszczególnymi
kompaniami zapewniała doskonale zorganizowana sieć łączników.
Poszczególne kompanie batalionu miały dość dużą swobodę działania i
decyzje o przeprowadzeniu akcji były podejmowane samodzielnie przez ich
dowódców, w zależności od sytuacji.

Ppor. Mieczysław Kocyłowski "Czarny", zastępca Żybryda.

Z
powyższego, oraz z relacji samych "żubrydowców", jasno wynika, że
oddział Antoniego Żubryda najprawdopodobniej został podporządkowany NSZ.
Niestety, jak dotychczas, nie natrafiono na żadne inne dokumenty, które
mogłyby to potwierdzić. Być może wynika to z tego, że, jak pisze Leszek
Żebrowski we wstępie do III t. "NSZ – dokumenty, struktury,
personalia": w okresie między lipcem a listopadem 1945 r. NSZ-ONR zostały rozbite aresztowaniami, a dowództwo zostało zdezorganizowane […]
natomiast istniejące oddziały partyzanckie posługujące się nazwą NSZ, w
znacznej mierze podlegały już NZW lub działały samodzielnie bez
łączności z dowództwem NSZ-ONR
i właśnie do tych ostatnich, jak
wszystko na to wskazuje, mógł należeć Samodzielny Batalion Operacyjny
NSZ pod dowództwem Antoniego Żubryda. Niewątpliwie oddział Żubryda
wpisywał się w nurt narodowego podziemia zbrojnego. Aresztowani
członkowie oddziału wymieniali następujące cele, o które walczyli:

  • Ażeby nie było w Polsce komunistów i wyniszczyć członków partii PPR.
  • Walczyć za Polskę demokratyczną, a nie żydowską i komunistyczną.
  • Walczyć za Polskę katolicką.
  • Walczyć z Bezpieczeństwem, bo tam są sami komuniści.
  • Walczyć o granice do roku 1939, za Lwów i Wilno.

Szacunkowo
liczebność oddziału można określić na 120-150 partyzantów. Miał on duże
wsparcie wśród miejscowej ludności, ponieważ bronił polskie wioski
przed napadami bojówek UPA. Oddział zwalczał przede wszystkim
funkcjonariuszy UB, likwidował gorliwych działaczy PPR oraz konfidentów
UB. Natomiast, wbrew temu, co przez lata twierdzono, między żołnierzami
"ludowego" Wojska Polskiego a "żubrydowcami" często dochodziło do
współpracy. Z wojska docierała do oddziału amunicja, w wojskowej
rusznikarni remontowano partyzancką broń, a oficerowie z 34. Pułku
Piechoty, który stacjonował w Sanoku, wielokrotnie spotykali się
towarzysko z "żubrydowcami". Doszło nawet do tego, że partyzanci
pomagali wojsku wysiedlać Morochów w kwietniu 1946 r.

Janina Żubryd z d.
Praczyńska, żona Antoniego Żubryda. Po zwolnieniu z aresztu UB stale
przebywała w oddziale męża. Zastrzelona wraz z mjr. Żubrydem przez
agenta UB Jerzego Vaulina 24 października 1946 w okolicach wsi Malinówka.

Najbardziej spektakularną akcję przeprowadzono 16 grudnia 1945 r., kiedy cały batalion pod dowództwem Żubryda zajął na przeszło pół dnia Korczynę,
obsadzając wszystkie ważniejsze urzędy. Z rąk "żubrydowców" zginęło
wielu funkcjonariuszy UB, a także dwóch wysokiej rangi oficerów
sowieckich służących w "ludowym" Wojsku Polskim: szef sztabu 8. Dywizji
Piechoty ppłk Teodor Rajewski oraz zastępca szefa wydziału wydziału
polityczno-wychowawczego wspomnianej dywizji, "enkawudzista", kpt.
Abraham Preminger.
Rozbicie
oddziału Żubryda stało się jednym z głównych zadań dla funkcjonariuszy
miejscowej "bezpieki". Starano się też zastraszyć miejscową ludność
poprzez zorganizowanie publicznych egzekucji ujętych partyzantów
Żubryda. 24 maja 1946 r. na stadionie miejskim w Sanoku, w obecności
młodzieży szkolnej, powieszono Władysława Kudlika i Władysława Skwarca, a 4 czerwca na sanockim rynku w ten sam sposób stracono chor. Henryka Książka.

Władysław
Skwarc "Krzew", żołnierz oddziału mjr. Żubryda. Powieszony wraz z
Władysławem Kudlikiem w publicznej egzekucji 24 maja 1946 r. na
stadionie miejskim w Sanoku.

Do samego oddziału udało
się też wprowadzić trzech agentów Informacji Wojskowej, m.in. "Zucha" i
"Bystrego", którzy przyczynili się do śmierci czterech "żubrydowców" i
rozbicia oddziału. Jednak Żubryd z grupą ok. 30 ludzi działał dalej na
terenie pow. Brzozów i Krosno.

Urodzony
8 IX 1941 r. syn Janiny i Antoniego Żubrydów – Janusz, w wieku 4 lat
aresztowany przez UB; spędził ponad 6 miesięcy w rzeszowskim więzieniu. O
koszmarze zgotowanym dziecku przez komunistów czytaj więcej:
Januszek Żubryd, lat 4 – najmłodszy więzień UB>

We
wrześniu 1946 r. w jego najbliższe otoczenie przeniknął agent UB Jerzy
Vaulin "Warszawiak". Vaulin był akowcem o pięknej konspiracyjnej karcie,
który dał się zwerbować UB i podjął się zlikwidowania Antoniego
Żubryda. Dokonał tego 24 października 1946 r. w lesie w pobliżu
Malinówki. Wraz z Żubrydem zginęła jego żona, Janina. Zamordowani
zostali strzałami w tył głowy. Vaulin do dziś uważa, że zamordowanie
Żubrydów było jego największym bojowym wyczynem. W 1999 r. sprawca
podwójnego morderstwa stanął przed sądem, jednak sprawa została
umorzona. Żołnierze Żubryda znajdowali się w kręgu zainteresowań UB, a
później SB aż do końca lat 80. i niewielu z nich dożyło czasów, kiedy
prawda o ich działalności powoli przestaje być "białą plamą" w naszej
najnowszej historii.

Pomnik w miejscu śmierci Antoniego i Janiny Żubrydów odsłonięty 28 X 2012 r. [zobacz relację i zdjęcia>]


Więcej na temat mjr. Antoniego Żubryda ps. "Zuch" czytaj:

Strona główna>
Prawa autorskie>

55. rocznica śmierci sierż. "Lalka"

55. rocznica śmierci sierż. Józefa Franczaka "Lalka"ostatniego żołnierza niepodległej Polski

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Józef Franczak "Lalek" (1918-1963)

55 lat temu, 21 października 1963 roku, w obławie funkcjonariuszy SB (Służba Bezpieczeństwa) i ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej) we wsi Majdan Kozic Górnych na Lubelszczyźnie zginął Józef Franczak "Lalek", ostatni żołnierz niepodległej II Rzeczypospolitej. Jego siostry, dopiero 20 lat później mogły złożyć ciało [pozbawione przez komunistów głowy] w rodzinnym grobowcu.

Po wieloletnich poszukiwaniach, w styczniu 2015 r., śledczy z Instytutu Pamięci Narodowej odnaleźli czaszkę ostatniego
partyzanta podziemia niepodległościowego st. sierż. Józefa Franczaka ps. "Laluś", "Lalek"
w zbiorach
Uniwersytetu Medycznego w Lublinie
. To efekt śledztwa prowadzonego przez lubelski oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

Siostra
Józefa Franczaka – Celina Mazur i jego syn Marek Franczak przy grobowcu
"Lalka" na cmentarzu w Piaskach (fot. Mariusz Kamiński, 2008).

Przez
lata utrzymywała się wersja, że "Lalka" zadenuncjował sąsiad – Wacław
Beć, u którego ukrywał się feralnego dnia. Tak myślała rodzina i
okoliczna ludność. To oskarżenie powielił i utrwalił na wiele lat Henryk
Pająk, m.in. w książce "Uskok kontra UB". Tymczasem obciążony został
niewinny człowiek!
Jak wynika z akt znajdujących się w IPN SB wydał
bezpiece TW "Michał" – Stanisław Mazur – stryjeczny brat Danuty Mazur
(narzeczonej "Lalka" i matki jego syna). Pozostawał poza podejrzeniami
właśnie dzięki opinii mieszkańców podlubelskich miejscowości, dla
których zdrajcą był Wacław Beć. Nie zmienił tego fakt, że 12 czerwca
1964 r. Sąd Wojewódzki w Lublinie skazał Becia na 5 lat więzienia za
współpracę z "Lalkiem".
Z bezpieką Stanisław Mazur współpracował
jeszcze długo po śmierci "Lalka". Trwała ona od przełomu 1962/63 r. do
11 maja 1967 r. TW "Michał" przekazywał m.in. informacje o nastrojach
ludności wsi, w których wcześniej ukrywał się Franczak i rozpracowywał
jego najbliższych współpracowników. To prawdopodobnie na podstawie
donosów Mazura aresztowano i osądzono Wacława Becia. Za kapowanie dostał
w sumie 12.050 zł, z tego prawie połowę – ok. 5000 zł za ustalenie
miejsca pobytu "Lalka"
w 1963 roku.

Odnowiony nagrobek sierż. Józefa Franczaka ps. "Lalek" na cmentarzu w Piaskach.

1963…
to był niesamowity rok. W Dallas ginie John F. Kennedy. Walentina
Tiereszkowa macha ludzkości z orbity okołoziemskiej. Na osłodę
imperialistom – The Beatles nagrywają singiel "She Loves You". A w
Polsce…? Na całego trwa nasza mała stabilizacja. Rewelacyjny Zbigniew
Pietrzykowski
po raz czwarty zostaje mistrzem Europy w boksie, a Roman
Zambrowski wylatuje z KC, co jest wyraźnym sygnałem, że okres błędów i
wypaczeń jest już za nami. Prawdziwe rewelacje jednak czekają rodaków na
odcinku kultury. Przy salwach spontanicznego śmiechu odbywa się w
Warszawie premiera "Jak być kochaną" Wojciecha Hasa, Bohdan Łazuka
bierze udział w zdjęciach do filmu "Beata", zaś rewelacyjny Zbigniew
Maklakiewicz występuje w aż czterech filmach.

No
i jeszcze jedno. W małej wsi koło Piask w województwie lubelskim ginie
podczas obławy 45-letni Józef Franczak, poszukiwany listem gończym były
AK-owiec. Ten ostatni polski partyzant z bronią w ręku przeciwstawiał
się komunistycznemu zniewoleniu dokładnie 24 lata.


Sierż. Józef Franczak "Laluś", "Lalek" był ostatnim partyzantem polskiego podziemia
niepodległościowego. Jego życiorys jest typowy dla wielu z pokolenia
Kolumbów. Urodził się w 1918 roku w małej podlubelskiej wiosce Majdan
Kozic Górnych
. Nie mając środków na dalsze kształcenie zgłosił się do
Szkoły Podoficerskiej Żandarmerii w Grudziądzu, a następnie służył w
Równem na Wołyniu. We wrześniu 1939 roku walczył z Sowietami, udało mu
się zbiec z niewoli i powrócić w rodzinne strony. W czasie okupacji
niemieckiej był żołnierzem ZWZ i AK, dowodził drużyną, a następnie
plutonem. Prowadził też zajęcia w konspiracyjnej szkole podoficerskiej.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej znalazł się w szeregach organizowanego
przez komunistów "ludowego" WP. Stacjonował w Kąkolewnicy, gdzie Sąd
Polowy II Armii WP skazywał na kary śmierci byłych żołnierzy
AK. Prawdopodobnie w pierwszych miesiącach 1945 roku zdezerterował.
Początkowo ukrywał się w okolicach Łodzi, a następnie na Pomorzu.


Józef Franczak "Lalek"

Rozpoznany,
powrócił w rodzinne strony, ale tutaj już w czerwcu 1946 roku wpadł w
obławę grupy operacyjnej wojewódzkiego UB w Lublinie. Podczas transportu
uciekł wraz z dziewięcioma innymi aresztantami, zabijając m.in. trzech
funkcjonariuszy bezpieki. Na krótko dołączył do jednego z pododdziałów
zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory". Na początku 1947 roku zgłosił się do oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka".
Po akcji ujawnieniowej z wiosny 1947 roku został dowódcą jednego z
pododdziałów. Wraz ze swoimi partyzantami (było ich zazwyczaj od
czterech do sześciu) patrolował podległy mu teren na pograniczu powiatów
lubelskiego i krasnostawskiego; zbierali informacje dotyczące
aresztowań i operacji przeprowadzanych przez aparat represji, a także na
temat osób współpracujących z UB oraz najbardziej gorliwych
funkcjonariuszy UB i MO. Z powodu małej liczebności patroli działalność
zbrojna w owym czasie była znacznie ograniczona. Sprowadzała się do
zasadzek na małe patrole milicyjne, akcji ekspropriacyjnych oraz
wykonywania kar chłosty lub śmierci na konfidentach i aktywistach
komunistycznych. Patrole musiały ciągle uchodzić przed ścigającymi je
grupami operacyjnymi UB–KBW. Po stratach w zasadzce z maja 1948 roku
jego pododdział przestał istnieć. Z pięciu partyzantów poległo dwóch, a
dwóch zostało rannych (z których jeden zmarł). Bez szwanku wyszedł
jedynie "Laluś". W kolejną zasadzkę wpadł sam w Wigilię 1948 roku. W
czasie walki ranił jednego z milicjantów, sam też został ranny w brzuch.
Od tego czasu nie posiadał już zorganizowanego pododdziału zbrojnego,
ale utrzymywał łączność z kontynuującymi walkę zbrojną. Jego towarzysze
ginęli w walce lub wpadali w ręce UB w wyniku kombinacji operacyjnych.
Jemu nadal udawało się umykać przed tropiącymi go funkcjonariuszami UB,
niejednokrotnie dopisywało mu niesamowite szczęście.


1947
rok. Od lewej: Stanisław Kuchciewicz "Wiktor",
kpt. Zdzisław Broński "Uskok", Józef Franczak "Lalek", Walenty
Waśkowicz "Strzała".

"Lalek"
nie budował świetnie zamaskowanych bunkrów, aby przebywać w nich przez
wiele miesięcy. Był w ciągłym ruchu, często zmieniając kwatery. Jak
szacowali funkcjonariusze UB/SB, jego siatka współpracowników liczyła
około dwustu osób, co jest liczbą imponującą, tym bardziej że za
udzielanie pomocy tak "niebezpiecznemu bandycie" groził kilkuletni wyrok
więzienia. Franczak poważnie zastanawiał się nad skorzystaniem z
uchwalonej 27 kwietnia 1956 roku amnestii i powrotem do normalnego
życia. W rozmowie z jednym ze swoich współpracowników miał powiedzieć,
że gdyby miał gwarancję, że otrzymałby wyrok mniejszy niż 15 lat
więzienia, to zdecydowałby się na ujawnienie. Jednak po konsultacjach z
jednym z lubelskich adwokatów zrezygnował, bo ten miał mu wyjaśnić, że
za popełnione przez niego przestępstwa groziła mu kara dożywotniego
więzienia.

W rozmowach ze swoimi współpracownikami mówił, że w
najbliższym czasie w Polsce musi dojść do zmiany ustroju, a on zrobi
wszystko, aby do tego dotrwać. Pragnienie powrotu do normalnego życia
powodował związek z Danutą Mazur z Wygnanowic, z którego 11 stycznia
1958 roku urodził się syn Marek. Oboje podejmowali próby sformalizowania
swojego związku. Kończyły się one niepowodzeniem, gdyż księża,
obawiając się prowokacji SB, odmawiali udzielenia ślubu. Funkcjonariusze
UB/SB używali przeróżnych sposobów, aby go wytropić. Pozyskiwano
konfidentów, którzy z jednej strony mieli penetrować jego rodzinę i
środowisko pomocników, z drugiej próbowali ustalić jego kryjówkę. W
domach członków najbliższej rodziny "Lalusia" oraz jego najbliższych
współpracowników instalowano aparaturę podsłuchową; w zabudowaniach
sąsiadujących organizowane były tzw. zakryte punkty obserwacyjne, w
których dwóch – trzech funkcjonariuszy spędzało po kilka tygodni w
oczekiwaniu na pojawienie się "Lalusia". Bezskutecznie.

Na
początku 1963 roku funkcjonariuszom Wydziału III SB KW MO w Lublinie
udało się wyselekcjonować człowieka, który mógł przyczynić się do ujęcia
lub likwidacji "Lalusia". Był to Stanisław Mazur – bratanek ojca Danuty
Mazur, mieszkający wtedy w Lublinie. Na podstawie "materiałów
kompromitujących" oficerom  SB udało się go zwerbować jako tajnego
współpracownika; nadano mu ps. "Michał". Przez kolejne miesiące
dojeżdżał do Wygnanowic, spotykał się ze swoimi krewnymi, a jednocześnie
współpracownikami "Lalusia". Jako bliski krewny darzony był przez nich
zaufaniem. W sierpniu 1963 roku udało mu się spotkać z "Lalusiem". Przez
następne trzy miesiące SB przy pomocy TW "Michała" coraz bardziej
osaczała "Lalusia". 20 października 1963 roku agent wyposażony w
aparaturę podsłuchową spotkał się z Józefem Franczakiem. W okolicy oczekiwała
grupa likwidacyjna złożona z dziesięciu oficerów operacyjnych SB i 60
funkcjonariuszy ZOMO.
Akcja zakończyła się fiaskiem z powodu awarii
środków łączności posiadanych przez agenta, trudnych warunków terenowych
oraz wyznaczenia spotkania na wieczór. Następnego dnia rano TW "Michał"
przekazał swojemu oficerowi prowadzącemu, że poprzedniego dnia udało mu
się ustalić markę i numer rejestracyjny motocykla, którym "Laluś"
został przywieziony na spotkanie.

21 października 1963 roku
zorganizowano grupę operacyjną składającą się z dwóch oficerów SB i 35
funkcjonariuszy ZOMO, którą dowieziono w okolice wsi Majdan Kozic Górnych.
O godz. 15.45 zabudowania Wacława Becia – właściciela motocykla –
zostały okrążone. "Laluś" zauważywszy zbliżającą się obławę, próbował –
udając gospodarza – przejść przez linię obstawy. Gdy został wezwany do
zatrzymania się, wydobył pistolet, oddał kilka strzałów i zaczął
uciekać. Przebiegł ok. 300 metrów, po czym został śmiertelnie ranny i po
kilku minutach zmarł. W prosektorium Zakładu Medycyny Sądowej w
Lublinie przeprowadzono sekcję zwłok i pozbawiono je głowy, a następnie
złożono w bezimiennym grobie na cmentarzu komunalnym przy ul. Unickiej w Lublinie.
Dzięki pomocy pracownika cmentarza rodzinie udało się ustalić miejsce
pochówku. Dopiero w 1983 roku siostry "Lalusia" przeniosły prochy do
rodzinnego grobowca, na cmentarzu parafialnym w Piaskach.

21
października 1963 rok. Pośmiertne zdjęcie Józefa Franczaka, wykonane
przez SB po zastrzeleniu "Lalka" w Majdanie Kozic Górnych.


Wykonane przez SB pośmiertne zdjęcie Józefa Franczaka ps. "Lalek". Jak widać, ciało jeszcze w całości…

11
maja 2007 r. z inicjatywy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Obszaru
Wschodniego w Lublinie oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa
odsłonięto w Piaskach pomnik Ostatniego Partyzanta RP – sierż. Józefa Franczaka ps. "Lalek".


Odsłonięty 11 maja 2007 r. w Piaskach pomnik w hołdzie ostatniemu żołnierzowi Rzeczypospolitej Polskiej, sierż. Józefowi Franczakowi ps. "Lalek".

21 października 2008 roku. Marek Franczak, syn „Lalusia”, przy pomniku ojca na cmentarzu w Piaskach.

17 marca 2008 r. Prezydent
Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński nadał Krzyż Komandorski z
Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, pośmiertnie, ostatniemu żołnierzowi
wyklętemu Józefowi Franczakowi ps. "Lalek"
.
Józef Franczak
odznaczony został za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej
Polskiej w 90. rocznicę swoich urodzin. Odznaczenie odebrał syn Marek
Franczak.

Ostatni Żołnierz Niepodległej Polski, który najdłużej walczył z bronią w ręku przeciwko komunistom, w końcu doczekał się należnego pochówku.
Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się 24 marca 2015 r. o godz. 10.00
Mszą świętą w Archikatedrze Lubelskiej pod przewodnictwem ks. Adama
Lewandowskiego, proboszcza Parafii Archikatedralnej. Następnie kondukt
przejechał na cmentarz w Piaskach, gdzie pochowano doczesne szczątki
Józefa Franczaka "Lalusia". Oprawę uroczystości zapewniła wojskowa
asysta honorowa z Dowództwa Garnizonu Warszawa.
Uroczystości pogrzebowe sierż. Józefa Franczaka "Lalka", Lublin, 24 marca 2015 r.


Nagrobek sierż. Józefa Franczaka "Lalka" na cmentarzu w Piaskach, 2018 r.

GLORIA VICTIS !!!

Więcej na temat życia i walki sierż. Józefa Franczaka "Lalka" czytaj:

Prawa autorskie>

65. rocznica śmierci kpt. "Huzara"

65. rocznica zamordowania kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

65
lat temu, 11 października 1953 r., w białostockim więzieniu
komunistyczni bandyci zamordowali ostatniego dowódcę 6. Brygady
Wileńskiej AK, legendarnego kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara".

Kazimierz
Kamieński "Huzar" należał do najdłużej i najskuteczniej walczących
żołnierzy Polski Podziemnej. Do dziś jest dla mieszkańców Podlasia
legendą, a dla historyków symbolem pokolenia, które nie zawahało się
stawić opór obu najeźdźcom, przechodząc długą drogę od lokalnych
konspiracji niepodległościowych, poprzez ZWZ-AK, następnie struktury
poakowskie (AKO) i Zrzeszenie "WiN", by zakończyć swój szlak w szeregach
niezależnych organizacji poakowskich. Wojenne oraz powojenne dzieje
Kazimierza Kamieńskiego i jego podkomendnych to trzynaście lat
nieprzerwanej walki z obydwoma wrogami wolności Polski – z hitlerowskimi
Niemcami i z komunistami, zarówno z Sowietami, jak i z rodzimymi
zdrajcami Ojczyzny.

Kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar" w wyniku prowokacji przygotowanej przez MBP – związanej ze sprawą tzw. V Komendy WiN
– został zwabiony podstępnie do Warszawy i tam 27 X 1952 r.
aresztowany. W końcu marca 1953 r. w dwóch pokazowych procesach w Łapach
i Ciechanowcu kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" i jego pięciu
żołnierzy skazano na karę śmierci. Rada Państwa odmówiła skorzystania z
prawa łaski. Starannie wyreżyserowany proces stał się narzędziem
najbardziej brutalnej komunistycznej propagandy – żołnierzy Armii
Krajowej oskarżano w nim o współpracę z Niemcami, działanie z niskich
pobudek, itp. Te propagandowe kłamstwa powtarzali później, niemal do
czasów nam współczesnych, sprzedajni historycy, literaci i publicyści. 
Oprócz kpt. "Huzara", w dniach 22 IX i 11 X 1953 r., zamordowano również
pięciu jego żołnierzy. Byli to:

  • Mieczysław Grodzki  "Żubryd",
  • Wacław Zalewski "Zbyszek",
  • Kazimierz Parzonko "Zygmunt",
  • Kazimierz Radziszewski "Marynarz",
  • Józef Mościcki "Pantera".

Miejsce ich pochówku do dzisiaj pozostaje nieznane…

GLORIA VICTIS !


Od lewej: ppor. Witold Buczak "Ponury", kpt. Kazimierz Kamieński "Huzar", N.N.

Patrol oddziału "Huzara". Od lewej: Mieczysław Grodzki "Żubryd", Eugeniusz Tymiński "Ryś", Tadeusz Kryński "Rokita", Stanisław Gontarczuk "Rekin". Zdjęcie z 1950 r.

Podlasie,
prawdopodobnie 1950, żołnierze z oddziału kpt. Kazimierza Kamieńskiego
"Huzara", stoją od lewej: sierż. Lucjan Niemyjski "Krakus", 22 sierpnia
1952 otoczony przez GO UB-KBW popełnił samobójstwo, Józef Brzozowski
"Zbir", "Hanka", zginął latem 1952 w walce z KBW; Wacław Zalewski "Zbyszek", zamordowany 11 X 1953 r. w więzieniu w Białymstoku,
ppor. Witold Buczak "Ponury", zginął w walce z KBW 28 maja 1952 r.,  NN
"Jurek", Eugeniusz Welfel "Orzełek", zginął w walce z KBW 30 IX 1950 r.


Podlasie 1951 r., kadra oddziału "Huzara". Stoją od lewej: Kazimierz Jakubiak "Tygrys" († 10 V 1952), Eugeniusz Tymiński "Ryś" († 30 V 1951), Wacław Zalewski "Zbyszek" († 11 X 1953), Józef Mościcki "Pantera" († 22 IX 1953), siedzą od lewej: Kazimierz Parzonko "Zygmunt" († 22 IX 1953), Adam Ratyniec "Lampart" († 11 V 1952).

Żołnierze kpt. "Huzara". Chwila odpoczynku przy muzyce, od lewej: Kazimierz Parzonko „Zygmunt” († 22 IX 1953), Kazimierz Radziszewski „Marynarz” († 22 IX 1953) i NN.

Pierwszy z lewej: agent MBP wprowadzony w początkowej fazie rozgrywki z "Huzarem" – Janusz Terlikowski, były akowiec z Obwodu AK Bielsk Podlaski, a w 1952 r. TW "Rytel", "Ryglewski".

Marian Strużyński vel Reniak.
Zdrajca i agent UB wprowadzony do oddziału kpt. "Huzara", sprawca
aresztowań i śmierci wielu wybitnych żołnierzy Niepodległościowego
Podziemia, m.in. w 1949 r. oddziału "Wiarusy", skupiającego byłych żołnierzy mjr. Józefa Kurasia "Ognia", działający na Podhalu.



Kpt. Kazimierz Kamieński „Gryf", „Huzar",
ur. 8 I 1919 r. we wsi Markowo Wólka gm. Piekuty pow. Wysokie
Mazowieckie, w rodzinie pochodzenia drobnoszlacheckiego (jego ojciec
posiadał duże gospodarstwo i jednocześnie pełnił funkcję wójta tej
wioski). Ukończył Gimnazjum Handlowe w Wysokiem Mazowieckiem. Następnie
jako prymus ukończył 10-miesięczną szkołę podchorążych rezerwy
kawalerii, po czym skierowany został do Centrum Wyszkolenia Kawalerii w
Grudziądzu. Szkolenie zakończył uzyskując stopień kaprala podchorążego
rez. kawalerii. Otrzymał przydział do 9 psk (Dywizjon Osowiec). W
szeregach tej jednostki wziął udział w wojnie obronnej 1939 r.,
przechodząc jej cały szlak bojowy. Brał udział m.in. w walkach na
pograniczu z Prusami Wschodnimi, oraz w dalszych działaniach odwrotowych
– aż po Lubelszczyznę. Po dołączeniu do Grupy Operacyjnej "Polesie"
uczestniczył w ostatnich bitwach Września w rejonie Kocka jako konny
łącznik pomiędzy dowódcą 9 psk i dowódcą GO "Polesie" (podczas tej
służby zabito pod nim cztery konie, on sam odniósł tylko lekkie
kontuzje). Dostał się do niewoli niemieckiej, z której od razu zbiegł,
jeszcze w październiku 1939 r., i powrócił w rodzinne strony, na teren
okupacji sowieckiej. W konspiracji pracował od pierwszych tygodni 1940
r., początkowo w lokalnej organizacji Podlaski Batalion Śmierci (tzw.
Legion Podlaski). Zaprzysiężony w ZWZ-AK od maja 1940 r. Ścigany przez
NKWD, w 1940 r. znajdując się w sytuacji przymusowej miał ponoć zabić
dwóch funkcjonariuszy usiłujących go aresztować. W okresie okupacji
niemieckiej pełnił pod pseudonimem "Gryf" różne funkcje dowódcze w
Komendzie Obwodu ZWZ-AK Wysokie Mazowieckie (m.in. dowódcy plutonu
terenowego, szefa uzbrojenia i adiutanta KO). Wiosną 1944 r. dołączył do
lotnego oddziału Kedywu Obwodu Wysokie Mazowieckie dowodzonego wówczas
przez ppor. Romana Ostrowskiego "Wichra". Uczestniczył w akcjach
zbrojnych, m.in. w czerwcu 1943 r. w walce pod Lizą, w akcji pod
Szepietowem w maju 1944 r., w czerwcu 1944 r. w akcji na bagnie Podosie
(likwidacja bandy komunistyczno – rabunkowej) i w akcji "Burza" w lipcu
1944 r. Po lipcu 1944 r. szef samoobrony Obwodu AK-AKO-WiN Obwodu
Wysokie Mazowieckie.

Działalność
"po wyzwoleniu" rozpoczął późną jesienią 1944 r. z przydzielonym przez
Komendanta Obwodu czteroosobowym patrolem. Po kilku miesiącach miał już
spory oddział partyzancki w sile plutonu (podlegały mu też 4 rejonowe
grupy dyspozycyjne i partyzanckie). Wykonał kilkadziesiąt akcji przeciw
UBP, KBW, NKWD i ich agenturze. Awansowany do stopnia podporucznika (2
XI 1943 r.), porucznika (1 VI 1945 r.), w WiN przedstawiony do awansu na
kapitana (30 IV 1946 r.). Za męstwo i zasługi został odznaczony Krzyżem
Walecznych. W okresie amnestii lutowej 1947 r. dowodzony przez niego
oddział został rozformowany, zaś większość żołnierzy ujawniła się. Sam
nadal ukrywał się, wkrótce wokół niego skupiła się grupa byłych
żołnierzy AK – WiN ściganych przez UBP i zagrożonych aresztowaniem, co
pozwoliło na odbudowę oddziału partyzanckiego. W maju 1947 r.
podporządkował się por./kpt. "Młotowi", zaś dowodzona przez niego grupa
weszła na zasadach autonomicznych w skład 6 Brygady Wileńskiej AK. Po
śmierci "Młota" w czerwcu 1949 r. objął komendę nad pozostającymi w polu
patrolami 6. Brygady Wileńskiej AK.

O
poparciu jakim cieszył się wśród mieszkańców Podlasia świadczy fakt, że
utrzymał się w polu niemal do końca 1952 r. W wyniku prowokacji
przygotowanej przez MBP – związanej ze sprawą tzw. V Komendy WiN
– został zwabiony podstępnie do Warszawy i tam 27 X 1952 r.
aresztowany. 26 III 1953 r. skazany na karę śmierci przez WSR w
Warszawie w procesie pokazowym na sesji wyjazdowej w Łapach i 11 X 1953
stracony w więzieniu w Białymstoku (miejsce pochówku nieznane).

11
listopada 2007 r. Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie
kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia
Polski "Polonia Restituta".

18 listopada 2007 roku, z inicjatywy Fundacji "Pamiętamy", w centrum miasta Wysokie Mazowieckie odbyła się uroczystość odsłonięcia pomnika
upamiętniającego kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" i jego żołnierzy
z oddziałów partyzanckich Obwodu AK-AKO-WiN Wysokie Mazowieckie oraz 6.
Brygady Wileńskiej AK poległych w latach 1944 – 1953.

Pomnik Fundacji "Pamiętamy" w Wysokiem Mazowieckiem upamiętniający kpt. Kazimierza Kamieńskiego "Huzara" i jego żołnierzy.

Zainteresowanych
historią walki kpt. "Huzara" i jego żołnierzy  zapraszam również do
pobrania i lektury publikacji  wydanej przez Fundację "Pamiętamy" – Kazimierz Krajewski, Tomasz Łabuszewski, KAZIMIERZ KAMIEŃSKI „HUZAR” – ostatni podlaski komendant 6 Brygady Wileńskiej AK i jego żołnierze 1939-1952 [kliknij w okładkę]>
Czytaj również:

Strona główna>
Prawa autorskie>

67. rocznica śmierci ppor. "Żelaznego"

…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Ppor. Edward Taraszkiewicz "Żelazny"

67
lat temu, 6 października 1951 roku, we wczesnych godzinach rannych
Grupa Operacyjna "Włodawa", w składzie dwóch batalionów KBW, wzmocniona
funkcjonariuszami WUBP Lublin i PUBP Włodawa (ok. 600 osób), okrążyła
znajdujące się w Zbereżu nad Bugiem [pow. Włodawa]
zabudowania Teodora Kaszczuka, w których kwaterował ostatni dowódca
oddziału partyzanckiego Obwodu WiN Włodawa ppor. Edward Taraszkiewicz
"Żelazny" wraz z trzema żołnierzami: Józefem Domańskim "Łukaszem",
Stanisławem Marciniakiem "Niewinnym" i Stanisławem Torbiczem "Kazikiem".

Ppor. Edward Taraszkiewicz "Grot", "Żelazny", "Tomasz". Zima 1946/1947.

W
trakcie zamykania linii okrążenia "Żelazny" podjął próbę przebicia się
przez kordon obławy. Ostrzeliwując się, partyzanci przerwali pierwszą
linię okrążenia, po czym napotkali stojące przy drodze samochody KBW.
Podchodząc do szoferów podali się za pracowników UB, co zdezorientowało
żołnierzy i pozwoliło na ich obezwładnienie. "Żelazny" kazał jednemu z
nich wywieźć poza zasięg obławy, jednak ten skierował samochód wprost na
operującą w pobliżu 2. kompanię KBW oraz sztab dowodzenia operacją.
Dojeżdżając do miejsca postoju dowództwa szofer uspokoił "Żelaznego", że
jest tutaj tylko kilku żołnierzy, następnie nagle zatrzymał samochód i
wyskakując z niego krzyknął: „ognia, w samochodzie banda!”... [google maps]

Czerwiec
1947. Od lewej: Henryk Wybranowski "Tarzan" († 6 XI 1948), Edward
Taraszkiewicz "Żelazny" († 6 X 1951), Mieczysław Małecki "Sokół" († 11
XI 1947), Stanisław Pakuła "Krzewina" (skazany na wieloletnie
więzienie).


Edward
Taraszkiewicz ps. „Grot”, „Żelazny”, „Tomasz”, zdjęcie wykonane w
Jagodnie (gm. Ludwin, pow. Lubartów) przez Zygmunta Bejstera na początku
maja 1951 r.


W trakcie
krótkiego starcia, jakie się wywiązało, polegli "Żelazny" i "Kazik".
Ujęto ciężko rannego "Łukasza" i „Niewinnego". Podczas ostrzału
zabudowań, w których ukrywali się partyzanci, zostali zabici gospodarze –
Teodor i Natalia Kaszczuk. Ze strony komunistów zginął jeden oficer i
trzech żołnierzy KBW, jeden oficer WUBP, rannych zostało czterech
żołnierzy KBW.

Zbereże
(pow. Włodawa). Miejsce ostatniej walki ppor. "Żelaznego". Zdjęcie
wykonane przez UB po tragicznych wydarzeniach 6 X 1951 r. Między domami
widoczna droga, którą próbowali się przebić "Żelazny" i jego ludzie. Po
prawej stronie widoczny dom sędziego Dremlaka (stoi do dziś). Czerwonym
krzyżykiem oznaczono przybliżone miejsce śmierci ppor. Edwarda
Taraszkiewicza "Żelaznego", w którym obecnie stoi pamiątkowa kapliczka.
[kliknij w zdjęcie aby powiększyć].

Obecny widok drogi i domu sędziego Dremlaka. Dom z lewej strony już nie istnieje.

Zbereże (pow. Włodawa). Obecny widok miejsca rozlokowania sztabu Grupy Operacyjnej i śmierci ppor. "Żelaznego".

Po
likwidacji oddziału na podstawie zeznań zatrzymanych aresztowano
kilkadziesiąt osób, które pomagały „Żelaznemu". 7 października 1951 r.
aresztowano Romana Dobrowolskiego „Ostrożnego", u którego znaleziono
archiwum oddziału. W pokazowym procesie na sesji wyjazdowej w Urszulinie
skazano go na śmierć i 3 grudnia 1951 r. zamordowano w więzieniu na
Zamku w Lublinie. Jego siostra Janina Dobrowolska skazana została na 12
lat więzienia.

Roman
Dobrowolski ps. "Ostrożny", współpracownik oddziału „Żelaznego”,
aresztowany 7 października 1951 r., skazany na śmierć i 3 grudnia 1951
r. zamordowany na Zamku w Lublinie.

"Łukasz" i "Niewinny"
14 sierpnia 1952 r. zostali skazani przez Wojskowy Sąd Rejonowy w
Lublinie, na sesji wyjazdowej we Włodawie, na karę śmierci. Wyroki
wykonano 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie. W tym
samym procesie na karę śmierci skazana została Regina Ozga "Lilka",
której wymiar kary zamieniono na dożywotnie więzienie. Za współpracę z
oddziałem "Żelaznego" skazano również trzech braci Kaszczuków:
Stanisława – na karę dożywotniego więzienia; Józefa – na karę 12 lat
więzienia, i Bronisława – na karę 10 lat więzienia.

Józef Domański "Łukasz", zamordowany 12 I 1953 r.

Stanisław Marciniak "Niewinny", zamordowany 12 I 1953 r.

Ten
krótki opis ostatnich akordów wieloletniej walki "Żelaznego" i jego
ludzi z komunistami to siłą rzeczy suche fakty. Nie pozwalają zrozumieć,
co czuli ci walczący do końca, bez nadziei na zwycięstwo, żołnierze
sprawy wolności. Być może choć trochę pomocne w tym będą wyjątki z listu
"Żelaznego" do siostry Rozalii napisanego na początku 1951 r., a więc
kilka miesięcy przed śmiercią:

[…]
Gdy przypomnę sobie tylu kolegów i naszych najlepszych ludzi, którzy nam
pomagali i których kości popróchniały, mimowolnie mnie dławi, a dla
przykładu przytoczę niektóre fakty i szczegóły. W roku 1946 grupa nasza
liczyła 48 ludzi, dziś z nich zostałem tylko sam jeden, wszyscy niemal
złożyli swe młode życie na szali Ojczyzny. Wszystkie grupy, które
operowały w tym czasie na terenie Lubelszczyzny spotkał taki sam los i
koniec. Ci, co zostali, to tylko jednostki, które tylko cudem Bożym żyją
i dalej niosą sztandary swoich rozbitych oddziałów.
[…]. Jakiego
trzeba hartu ducha i sił, aby ludzie tacy jak my mogli w tak okropnych
warunkach pracować, a praca, którą wykonaliśmy, to praca bezcenna, która
obecnie nie ma znaczenia, lecz z chwilą wybuchu będzie na pewno miała
znaczenie bardzo duże. Czy to jest praca dla swoich własnych korzyści?
Na pewno nie!
[…]. O ile żyję
do tej pory, przypisuję to łasce najwyższego Boga. Inny człowiek na
moim miejscu, mając broń i będąc w takim podziemiu, na pewno stałby się
wykolejeńcem, jednak gdy chodzi o mnie, to zawsze gorąco Boga proszę w
codziennym różańcu, by mi dał siłę wytrwać w tej ciężkiej pracy i
trudach, który dźwigam na swych barkach. Widocznie Bóg dobry iskierkę
łaski
[ma] dla mnie, bo naprawdę przez tyle lat walki ręce moje nie splamiły się niczym brudnym czy czyjąś krzywdą.[…].

Do dziś miejsca pochówku „Żelaznego" i zdecydowanej większości jego podkomendnych pozostają nieznane…


4 października 2018 r., na dwa dni przed 67. rocznicą śmierci ppor. "Żelaznego", w Pałacu Prezydenckim ogłoszono kolejne 21 nazwisk zidentyfikowanych ofiar reżimu komunistycznego oraz niemieckiego.

Wśród odnalezionych i zidentyfikowanych znaleźli się również dwaj ostatni żołnierze ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego": Józef Domański "Łukasz" oraz Stanisław Marciniak "Niewinny". Ich szczątki odkryto w listopadzie 2017 r. podczas prac ekshumacyjnych prowadzonych przez IPN na Cmentarzu Rzymskokatolickim przy ul. Unickiej w Lublinie.
Józef Domański pseud. „Paweł”, „Łukasz”, „Znicz” , żołnierz Armii Krajowej – Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”

Urodził się 2 marca 1920 r. w m. Dąbie w pow. Łęczyca. Był synem Władysława i Marii z d. Gałamon. W lipcu 1946 r. wstąpił do oddziału Józefa Struga pseud. ”Ordon” z Obwodu WiN Włodawa. We wrześniu 1946 r. został przeniesiony do oddziału żandarmerii Antoniego Chomy pseud. „Batory”. Po śmierci dowódcy, w lutym 1947 r. dołączył ponownie pod komendę „Ordona”. W czasie amnestii 1947 r. nie ujawnił się. Po śmierci „Ordona” pozostawał kolejno pod komendą jego zastępców Stanisława Falkiewicza pseud. „Ryś” i Stanisława Marciniaka pseud. „Niewinny”. Grupa uległa rozpadowi w maju 1948 r. Do jesieni 1949 r. ukrywał się samotnie w konspiracyjnych kwaterach. W listopadzie 1949 r. dołączył do oddziału Edwarda Taraszkiewicza pseud. „Żelazny”. 6 października 1951 r. czteroosobowa grupa „Żelaznego” została osaczona w kol. Żbereże w pow. Włodawa przez grupę operacyjną UB-KBW. Rannego w czasie walki Józefa Domańskiego aresztowano i przetransportowano do siedziby Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie. Stamtąd przeniesiono go do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie, a następnie osadzono w więzieniu na Zamku. Przeszedł intensywne i ciężkie śledztwo. 14 sierpnia 1952 r. został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie na karę śmierci. Wyrok wykonano 12 stycznia 1953 r. na Zamku w Lublinie. Szczątki Józefa Domańskiego odkryto w listopadzie 2017 r. podczas prac ekshumacyjnych prowadzonych na Cmentarzu Rzymskokatolickim przy ul. Unickiej w Lublinie.

Stanisław Marciniak pseud. „Niewinny”, „Janusz”, żołnierz Batalionów Chłopskich, Armii Krajowej – Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”

Urodził się 1 sierpnia 1915 r. w miejscowości Dratów w powiecie lubartowskim. Był synem Stanisława i Józefy z d. Ozga. W latach 1937 – 1938 odbył służbę wojskową w 12. Pułku Ułanów Podolskich. W okresie niemieckiej okupacji był żołnierzem Batalionów Chłopskich na placówce w Abramowie. Od stycznia 1946 r. był członkiem oddziału Józefa Struga „Ordona”. Ujawnił się w 1947 r. przed Powiatowym Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego w Chełmie, jednak pozostał dalej w konspiracji. Po śmierci „Ordona” i jego zastępcy Stanisława Falkiewicza pseud. „Ryś”, przejął w grudniu 1947 r. komendę nad oddziałem. Grupa przetrwała w terenie do maja 1948 r., kiedy uległa rozpadowi. Marciniak wyjechał wówczas na Ziemie Odzyskane, a następnie do Płocka. Pracował w stoczni rzecznej w Płocku jako strażak i strażnik przemysłowy. Poszukiwany przez UB, powrócił we wrześniu 1951 r. na Lubelszczyznę i dołączył do oddziału Edwarda Taraszkiewicza pseud. „Żelazny”. Został aresztowany 6 października 1951 r. w wyniku obławy zorganizowanej przez UB-KBW w kolonii Zbereże nad Bugiem i przewieziony do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie. Stamtąd został przeniesiony do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie, a następnie osadzony w więzieniu na Zamku w Lublinie. Przeszedł intensywne i ciężkie śledztwo. Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie 14 sierpnia 1952 r. skazał Marciniaka na karę śmierci, którą wykonano 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie. Szczątki Stanisława Marciniaka odkryto w listopadzie 2017 r. podczas prac ekshumacyjnych prowadzonych przez IPN na Cmentarzu Rzymskokatolickim przy ul. Unickiej w Lublinie.


Ppor.
"Żelazny" poległ mając 30 lat, z których 6 poświęcił na bezkompromisową
walkę z komunistycznym zniewoleniem, najpierw jako z-ca dowódcy w
oddziale swojego brata por. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia", a po jego śmierci 3 I 1947 r. dowodząc pozostałymi u jego boku straceńcami.
Przez
pół wieku komuniści, by zniszczyć pamięć o braciach Taraszkiewiczach i
ich żołnierzach, piórami usłużnych propagandzistów i literatów zrobili z
nich pospolitych bandytów, patologicznych morderców. Dopiero po 1989 r.
powoli zaczęła przebijać się do opinii publicznej prawda o tych
ostatnich bohaterach Antykomunistycznego Powstania, lecz nawet w wolnej
Polsce potrzeba było prawie 20 lat by mogli zostać upamiętnieni tak jak
na to zasłużyli – okazałym pomnikiem w reprezentacyjnym miejscu ich rodzinnej Włodawy, wybudowanym dzięki staraniom Fundacji „Pamiętamy”. [google maps]

Swoistym
dopełnieniem elementarnej sprawiedliwości i oddaniem im hołdu było
nadanie przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego,  postanowieniem z dnia
20 sierpnia 2009 r. „za wybitne zasługi dla niepodległości
Rzeczypospolitej Polskiej”, pośmiertnie obu braciom – „Jastrzębiowi” i „Żelaznemu” – Krzyży Wielkich Orderu Odrodzenia Polski – Polonia Restituta,
jednego z najwyższych polskich odznaczeń państwowych. 25 września 2010
r. w imieniu dowódców odebrała je ich siostra, Pani Rozalii
Taraszkiewicz – Otta.

Rozalia Tarszkiewicz-Otta, siostra por. "Jastrzębia" i ppor. "Żelaznego", 25 IX 2010 r.

28 września 2012 r. na ścianie budynku Urzędu Miejskiego w Parczewie odsłonięto mural poświęcony Żołnierzom Wyklętym z oddziału ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego".
Uroczystość uświetnił swoją obecnością mjr Stanisław Pakuła "Krzewina",
jeden z bohaterów, którego wizerunek upamiętniono na muralu, a zarazem
adiutant i ostatni żyjący żołnierz ppor. "Żelaznego".

[kliknij w zdjęcie aby powiększyć]

[kliknij w zdjęcie aby powiększyć]


16 lipca 2017 r. we Włodawie odbyły się uroczystości pogrzebowe ppor. Leona Taraszkiewicza "Jastrzębia.
Jego szczątki wydobyto 28 listopada 2016 r. w czasie prac
ekshumacyjnych na cmentarzu parafialnym w Siemieniu. Informację o ich
identyfikacji podano do publicznej wiadomości 21 kwietnia 2017 r.
Dowódcę
oddziału partyzanckiego Wolność i Niezawisłość Obwodu Włodawa pochowano
na
Cmentarzu Wojennym we Włodawie, przy ul. Lubelskiej, ok. 300 m od jego
rodzinnego domu.
Miejsce spoczynku ppor. "Jastrzębia" jest również symboliczną mogiłą jego brata i zastępcy
ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego", którego miejsce pochówku jak
dotąd pozostaje nieznane.


Włodawa, ul. Lubelska, Cmentarz
Wojenny Żołnierzy Wojska Polskiego – miejsce spoczynku ppor. Leona
Taraszkiewicza "Jastrzębia" i symboliczna mogiła jego brata i zastępcy
ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego", którego miejsce pochówku jak
dotąd pozostaje nieznane.

GLORIA VICTIS !!!

Poniżej
zdjęcia wykonane przez bandytów z UB 6 października 1951 r. na 
dziedzińcu PUBP we Włodawie. Leżą zabici: Stanisław Torbicz "Kazik" (z
lewej) i Edward Taraszkiewicz "Żelazny" (z prawej). W środku siedzi
Stanisław Marciniak "Niewinny", skazany na karę śmierci, zamordowany
wraz z Józefem Domańskim "Łukaszem" 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na
Zamku w Lublinie.





Stanisław Torbicz ps. "Kazik". Pośmiertne zdjęcie wykonane przez UB. Na czole widoczna rana po kuli.

Pośmiertne
zdjęcie ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego", wykonane na
dziedzińcu PUBP we Włodawie 6 X 1951 r. Na ciele widoczny (na granicy
zawinięcia koszuli) ślad po kuli, która go zabiła.

Z racji
tej tragicznej rocznicy zapraszam do lektury opowieści przybliżającej
okoliczności, które doprowadziły do osaczenia i śmierci ppor.
„Żelaznego”:

Więcej
o walce ppor. Edwarda Taraszkiewicza "Żelaznego" i jego brata Leona
Taraszkiewicza "Jastrzębia" czytaj w kategorii Im poświęconej:
Czytaj również:

Strona główna>
Prawa autorskie>


Z Zeszytów Historycznych WiN-u… (14)

Wraz z ukazaniem się kolejnego numeru periodyku "Zeszyty Historyczne WiN-u" nr 46, rok XXVI, grudzień 2017,
zapraszam do lektury fragmentu jednego z opublikowanych tam artykułów, opracowanych przez Jarosława  Piotra Ptaka, pt. "Boruta". Ślady agenturalnej przeszłości.

"Boruta". Ślady agenturalnej przeszłości
(opracował Jarosław Piotr Ptak)

Kpt. Franciszek Abraszewski "Boruta", inspektor Inspektoratu Lublin WiN, zdjęcie sygnalityczne wykonane przez UB w 1946 r.
Od lat w środowisku kombatantów i historyków lubelskiej konspiracji antykomunistycznej toczy się spór o to, kto wydał w ręce UB mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”. W 2001 r. na łamach 15 numeru „Zeszytów Historycznych WiN-u” Leszek Pietrzak postawił tezę, że za zdradą stać mogli informatorzy/agenci „Iskra” vel „Żmudzki” oraz „Lena” vel „Maria”1. Haniebna działalność obojga – Stanisława Wnuka i Heleny Natalii Moor – jako agentów bezpieki nie budzi wątpliwości. Czy jednak w sprawie fikcyjnego „przerzutu za granicę” mjr. „Zapory” rzeczywiście odegrali oni przypisywaną im rolę?
Jarosław Kopiński w swym tekście przywołuje zeznania Mikołaja Malinowskiego „Mikołaja”, z których wynika, że Dekutowski miał świadomość, że jego były zastępca (czyli S. Wnuk „Opal”) współpracuje z aparatem represji2. Z teczki pracy „Leny” wiadomo, że podejrzenia takie żywił najpóźniej od wiosny 1947 r. Świadczy o tym donos sporządzony przez Helę (najprawdopodobniej H. Moor podpisała się własnym imieniem) 31 III 1947 r., w którym czytamy: „Lis” rozmawiał z Zaporą o Opalu. – Zapora kategorycznie powiedział że więcej „Opala” widzieć u siebie nie chce, Że wydał już odpowiedni rozkaz, doszedł bowiem do wniosku, że Opal idzie na pasku U.B.3. Ostatnie spotkanie „Opala” z „Zaporą” miało miejsce w dniu wesela sanitariuszki Leokadii Szymczyk, najpóźniej na początku sierpnia 1947 r. (S. Wnuk datował je na koniec lipca lub początek sierpnia, natomiast M. Malinowski na lipiec). 8 III 1951 r. S. Wnuk zeznawał na ten temat: Jadąc z nimi [„Zaporą” i Władysławem Siłą-Nowickim „Stefanem” – przyp. J.P.P.] […] dowiedziałem się od „Zapory”, że on wyjeżdża razem z nieujawnionymi za granicę a wszelkie sprawy organizacyjne związane z jego wyjazdem [skreślono słowo: będzie – J.P.P.] załatwia inspektor „Boruta” i „Stefan”. O powyższym zameldowałem dnia następnego ówczesnemu Kierownikowi P.U.B.P. w Lublinie [Mikołajowi] Joszczukowi, a za kilka dni będąc w Lublinie opowiedziałem o tym kpt. [Mikołajowi] Lachowskiemu [naczelnikowi Wydziału III WUBP w Lublinie – J.P.P.]. O zdobyciu podobnych danych od „Zapory” miałem nastawienie od mjr. [Wincentego] Wojciusza [ówcześnie naczelnika Wydziału IV WUBP w Lublinie, który wcześniej pracował operacyjnie z „Opalem” – J.P.P.] i kpt. Lachowskiego4. Tak więc „Opal” doniósł na UB o planowanym wyjeździe. Należałoby oczekiwać, że w tej sytuacji winien otrzymać nastawienie, by zdobyć więcej informacji na ten temat – planowany termin, sposób i trasa wyjazdu, sprawa pozyskania fałszywych dokumentów itp. Uzyskanie takich informacji wymagałoby dalszych spotkań – dlaczego ich nie było? A może jego rola w tej sprawie się już zakończyła? Przecież bezpieka wiedziała, że „Zapora” podejrzewał swojego byłego zastępcę o współpracę agenturalną. Może posłużono się nim tylko po to, by skontrolować za jego pomocą lojalność innego agenta, jeszcze niesprawdzonego? Pomysł wykorzystania przerzutu za granicę do aresztowania Dekutowskiego nie był niczym nowym – pojawił się już w 1946 r. (zob. niżej). Czy w sytuacji, gdy ponownie pojawiła się szansa na jego realizację, wyznaczenie dalszych lub bardziej istotnych zadań agentowi już zdekonspirowanemu nie naraziłoby na szwank powodzenia całej kombinacji operacyjnej?
Wiadomo również, że „Lena” była zdekonspirowana. Przyczynił się do tego po swej udanej ucieczce ks. Aleksander Iwanicki „Achilles”. O swej dekonspiracji agentka sama poinformowała bezpiekę, m.in. prowadzącego ją zastępcę kierownika WUBP w Lublinie mjr. Bronisława Wróblewskiego w dniu 26 IV 1946 r.: Zaraz po wyjściu z Zamku [mowa o zwolnieniu z więzienia na Zamku Lubelskim – J.P.P.] „Orlik” [Robert Bijasiewicz – J.P.P.] odwiedził mnie, zaznaczając że przyszedł do mnie mimo ostrzeżenia, że ja pracuje w R.B. [Resorcie Bezpieczeństwa – J.P.P.] – zaznaczył że w to nie wierzy, że będzie ze mną szczery i.t.d. Inaczej tę sprawę przedstawiła w donosie z 1 kwietnia, jednakże także ten dokument potwierdza jej dekonspirację (zważywszy, że „Orlik” kontaktował się z „Leną” również w późniejszym okresie, za bliższą prawdy można uznać wersję z 26 kwietnia): […] żona Pawlika powiedziała że żekomo ja wspołpracuje z Bezpieczeństwem, to Orlik powiedział domnie że ja jestem już nie pewna5. Sam Pietrzak przyznał (pisząc o przełomie 1946/1947 r.), że prawdopodobnie w czasie spotkań „Leny” z Dekutowskim oraz jego ludźmi doszło do kolejnej dekonspiracji „Leny” – tym razem w oczach „Zapory”6. Stwierdzenie to jest mocno powściągliwe, biorąc pod uwagę informacje zawarte w teczce pracy „Leny”. Kierownik Sekcji 3 Wydziału III WUBP w Lublinie ppor. Jan Haponiuk 26 I 1954 r. pisał w planie pracy: W 1946 r. prowadzono z nia kombinacje do grasujacej bandy „Zapory” instalujac rzekomo osrodek dywersyjny ktory miał zamiar przerzucic ps. „Zapore” za granice. W tym celu nawiazała już „L” z „Zapora” kontakt bezposredni, lecz materiały podane przez nia chciano zdublowac w tym celu po jej materiałach został zawerbowany Z-ca „Zapory”, po werbunku gdy doszedł do „Zapory” zdekonspirował „Lene” przed „Zapora” ze pracuje z U.B. podajac argumenty ze sledztwa o czym wiedziała tylko „Lena” „Zapora” i jego Zastepca, w zwiazku z czym „Zapora” wydał na „L” wyrok z tego względu ze „L” mieszkała w Lublinie i do niego wiecej nie była wysyłana wyrok nie został dokonany7. Nie ma powodu, dla którego po blisko siedmiu latach w wewnętrznym ściśle tajnym dokumencie bezpieka miałaby zmyślać całą tę historię. Tym bardziej, że wiadomo z innych źródeł, że rzeczywiście wiosną 1946 r. Bijasiewicz przekonał Dekutowskiego do wyjazdu do Anglii. Bezpieka od początku wiedziała o tych zamierzeniach, gdyż „Orlik” poinformował o nich „Lenę”, a ta o tym doniosła. UB planował wykorzystać przerzut do aresztowania „Zapory”. W tym celu polecono Moor ustalić, kiedy Dekutowski wyjedzie do Warszawy. Plany te pokrzyżował wówczas inspektor lubelski WiN Franciszek Abraszewski „Boruta”, zakazując „Zaporze” wyjazdu8. W teczce pracy „Leny” znajdują się donosy dotyczące trzech osobistych spotkań agentki z „Zaporą” &#821
1; nie wykraczają one poza wiosnę 1946 r.9 Ponadto wbrew twierdzeniom Pietrzaka luka w doniesieniach „Leny” zachowanych w jej teczce pracy obejmuje nie tylko sierpień i wrzesień 1947 r. – ostatnie donosy z tego roku pochodzą z drugiej połowy marca. Co więcej – nic w jej teczkach personalnej i pracy nie wskazuje, by współpracowała z bezpieką od tamtej pory aż do chwili podjęcia jej ponownie na kontakt w 1951 r. Można więc postawić tezę, że donosów z sierpnia i września 1947 r. nie ma dlatego, że ich po prostu nie było10. […]

Strona główna>
Prawa autorskie>


1. L. Pietrzak, Kto wydał „Zaporę”?, „ZHW” 2001, nr 15, s. 284–286. Zob. też Idem, W ubeckiej matni, „Uważam Rze” 2013, nr 36(136), s. 53.
2. J. Kopiński, „Zapora” w sieci agentów, „Gazeta Polska” 2006, nr 25(674). Tekst ten zamieszczono również na blogu „Żołnierze Wyklęci. Zapomniani Bohaterowie”. http://www.podziemiezbrojne.pl/2006/10/Zapora-w-sieci-agentow-czesc-1.html (dostęp: 2 IX 2017 r.).
3. IPN Lu 0017/1206, t. 3, Teczka pracy informatora ps. „Lena” Heleny Moor [dalej: IPN Lu 0017/1206, t. 3], k. 130, [Doniesienie] Heli, 31 III [19]47 r., rkps. W komentarzu edytorskim w cytatach zachowano oryginalną pisownię, interpunkcję i podkreślenia.
4. IPN Lu 81/1299, Akta nadzoru prokuratorskiego sprawy przeciwko Stanisławowi Wnukowi [dalej: IPN Lu 81/1299], k. 64, Protokół przesłuchania podejrzanego S. Wnuka, Lublin-Zamek, 8 III 1951 r., druk, rkps (przesłuchiwał oficer śledczy WUBP w Lublinie Tadeusz Markowski). Por. treść zeznania z 16 XI 1950 r. na ten temat cytowanego przez J. Kopińskiego. IPN Lu 81/1299, k. 57v, Protokół przesłuchania podejrzanego M. Malinowskiego, Lublin, 6 III 1951 r., druk, rkps (przesłuchiwał oficer śledczy WUBP w Lublinie Tadeusz Markowski); J. Kopiński, „Zapora”…
5. IPN Lu 0017/1206, t. 3, k. 60, Agenturalne Doniesienie „Leny”, przyjęte przez mjr. B. Wróblewskiego, 26 IV [19]46 r., rkps (por. odpis donosu k. 158, gdzie zamiast skrótu „R.B.” wpisano „U.B.”); Ibidem, k. 54, Agenturalne doniesienie „Leny”, przyjęte przez kpt. Jana Ragiela, 1 IV [19]46 r., rkps; Ibidem, k. 87–88, Ag. Doniesienie „Leny”, przyjęte przez Piątkowskiego, 10 (?) X [19]46 r.; L. Pietrzak, Kto wydał…, s. 285.
6. L. Pietrzak, Kto wydał…, s. 285.
7. IPN Lu 0017/1206, t. 1, Teczka personalna informatora ps. „Lena” Heleny Moor, k. 52, Plan Pracy inf. ps. „Lena” Nr teczki 2215/48, Lublin, 26 I 1954 r. Podobną informację zawiera plan sporządzony w lipcu 1956 r. Ibidem, t. 4, Teczka pracy informatora ps. „Lena” Heleny Moor, k. 4, Plan pracy dla informatora „Lena”, Lublin, VII 1956 r.
8. Ibidem, t. 3, k. 65, Agenturalne doniesienie „Leny”, przyjęte przez J. Ragiela, 21 V 1946 r., rkps. Zob. też: Ibidem, k. 69, Agenturalne doniesienie „Leny”, przyjęte przez mjr. B. Wróblewskiego, b.d., rkps (wg odpisu donos został złożony 12 VI 1946 r., ibidem, k. 135); Ibidem, k. 73, [Agenturalne doniesienie „Leny”], b.d., rkps (jest to fragment donosu przyjętego przez mjr. B. Wróblewskiego 26 IV 1946 r. – zob. odpis, k. 159); Ibidem, k. 161–162, Agenturalne-Doniesienie „Leny”, przyjęte przez mjr. B. Wróblewskiego, 25 IV [19]46 r.; Ibidem, k. 164, Agenturalne doniesienie „Leny”, przyjęte przez kpt. J. Ragiela, 23 IV [19]46 r.
9. Ibidem, k. 32–33v, [Agenturalne doniesienie „Leny”], b.d. (dot. pierwszego zapoznawczego spotkania z H. Dekutowskim; brak informacji o tym kto przyjął donos); Ibidem, k. 52–53, Ag. Doniesienie „Leny”, przyjęte przez mjr. B. Wróblewskiego, 22 III [19]46 r., rkps (dot. spotkania prawdopodobnie w dniu 20 lub 21 marca); Ibidem, k. 131, Agenturalne doniesienie „Leny”, przyjęte przez kpt. J. Ragiela, 21 V 1946 r. (spotkanie miało miejsce prawdopodobnie przed 18 maja).
10. Zob. ibidem, k. 128, Ag. doniesienie „L[eny]”, przyjęte przez Piątkowskiego, 19 III [19]47 r. oraz cytowane już doniesienie Heli z 31 marca; L. Pietrzak, Kto wydał…, s. 285–286.

WARTO PRZECZYTAĆ… (119)

"Zeszyty Historyczne WiN-u" nr 46, rok XXVI, grudzień 2017 r.
Dostępny jest już nowy numer „Zeszytów Historycznych WiN-u” (nr 46, rok XXVI). W numerze polecam m.in. artykuły:
  • Dominika Panasiuka na temat niepodległościowego podziemia na Ziemi Chełmskiej (Rejon II chełmskiego obwodu AK-DSZ-WiN w latach 1944-1947. Struktura organizacyjna i działalność),
  • opis aktualnego stanu badań nad konspiracją wojenną na południowych Kresach II RP autorstwa Michała Wenklara (Okręgi Stanisławów i Tarnopol ZWZ-AK. Stan badań i postulaty badawcze),
  • studium przypadku Marcina Kasprzyckiego na temat działań komunistów wobec parafii w Kamionce Wielkiej ("Kamionka to robota władz a szczególnie służby bezpieczeństwa". Rola komunistycznej policji politycznej w działaniach dezintegracyjnych wobec Kościoła katolickiego na przykładzie parafii w Kamionce Wielkiej),
  • oraz przygotowane przez Jarosława Piotra Ptaka materiały dotyczące kontaktów z UB i SB Franciszka Abraszewskiego „Boruty” ("Boruta". Ślady agenturalnej przeszłości).
Najnowszy numer ZH WiN-u dostępny jest w cenie 30,00 zł; zamówienia można składać za pośrednictwem e-maila:

„Zeszyty Historyczne WiN-u” zindeksowane przez
Index Copernicus International

Z przyjemnością informuję, że „Zeszyty Historyczne WiN-u” zostały zindeksowane na liście czasopism naukowych ICI Journals Master List 2016. Zapraszamy do odwiedzenia zakładki z informacjami na temat naszego czasopisma!

Archiwalne numery już dostępne w wirtualnej czytelni!


W związku z dwudziestopięcioleciem ukazywania się
„Zeszytów Historycznych WiN-u”, postanowiliśmy stopniowo udostępniać
elektroniczne wersje wyczerpanych już numerów czasopisma. Będą one
sukcesywnie pojawiać się w naszej wirtualnej czytelni. Na początek
zamieszczamy pierwszy trzy numery Zeszytów, które ukazały się w 1992 i
1993 r. Życzymy wszystkim miłej lektury!


"Zeszyty Historyczne WiN-u"
są czasopismem poświęconym dziejom walki Polaków o niepodległość w
latach 1939-1989. Szczególne miejsce zajmuje na ich łamach zagadnienie
oporu zbrojnego z lat 1944/45-1956. Tematyce zmagań z totalitaryzmem
towarzyszy opis metod zwalczania polskich dążeń niepodległościowych
przez nazistowski i komunistyczny aparat terroru.

"Zeszyty Historyczne WiN-u"
powstały w 1992 r., ich pierwszym redaktorem naczelnym był wybitny
badacz wojennej konspiracji i dokumentalista Andrzej Zagórski. W 1994 r.
funkcję redaktora naczelnego przejął Janusz Kurtyka, sprawując ją do
tragicznej śmierci w katastrofie smoleńskiej w 2010 r.

18 grudnia 2015 r.
Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego wydał komunikat w sprawie wykazu
czasopism naukowych. Z przyjemnością informujemy, że „Zeszyty Historyczne WiN-u” znalazły się w części B listy czasopism punktowanych MNiSW uzyskując 2 punkty.

Strona główna>
Prawa autorskie>

71. rocznica śmierci kpt. "Salwy"

71. rocznica śmierci kpt. Jana Dubaniowskiego "Salwy"
…Nie dajmy zginąć poległym.
Zbigniew Herbert

Jan Dubaniowski, zdjęcie z 1942 r. (archiwum rodzinne).

27 września 1947 roku, poległ w walce z obławą UB kpt. Jan Dubaniowski ps. „Salwa”,
dowódca oddziału partyzanckiego „Żandarmeria”, który  w latach
1945–1947 należał do najbardziej  aktywnych jednostek partyzanckich
antykomunistycznego podziemia w Krakowskiem. Faktycznie będąc oddziałem
poakowskim, od 1945 r. konsekwentnie uznawał swą przynależność do
Narodowych Sił Zbrojnych. Po śmierci dowódcy część jego żołnierzy
walczyła z komunistami do 1951 roku.


Kpt. Jan Dubaniowski "Salwa" (1912-1947)

Tegoroczne uroczystości rocznicowe odbyły się w dniach 15-16 września w Zakliczynie. Gościem honorowym był Zdzisław Gałat (na zdj. z lewej), młodszy brat Eugeniusza Gałata "Sępa", ostatniego zastępcy kpt. "Salwy".


Zdzisław Gałat został aresztowany 3 listopada 1947 r. Miał wówczas 15 lat i był uczniem gimnazjum im. Króla Kazimierza Wielkiego w Bochni. Funkcjonariusze bocheńskiego UB przyszli do szkoły i zabrali go w czasie zajęć lekcyjnych. 21 listopada 1947 r. po udanej akcji w Kłaju na podwórko PUBP w Bochni zajechał samochód ciężarowy, na którym przywieziono rannego ostatniego zastępcę kpt. Jana Dubaniowskiego "Salwy", Eugeniusza Gałata "Sępa", który miał przestrzelone kolano oraz zwłoki Zdzisława Koniecznego "Ryszarda". Ciało "Ryszarda" zrzucono z ciężarówki w błoto. Ubowcy mieli zwyczaj, że podchodzili i kopali leżące zwłoki "bandytów". Zdzisławowi Gałatowi wydano wiadro z zimną wodą i szmatę, aby obmył z krwi ciało zabitego. 
Z. Gałat został ponownie aresztowany, gdy 7 grudnia 1947 r., w kolejnej zasadzce w Kłaju, ujęto jeszcze jednego "Salwowca", Władysława Migdała "Ordona", który był kuzynem Gałatów. Towarzyszący "Ordonowi", Józef Garścia "Zryw" zastrzelił się podczas próby aresztowania. Przy Migdale znaleziono szkic budynku PUBP Bochnia. Partyzanci mieli podjąć próbę jego rozbicia. W toku przesłuchania ustalono jego autora. Był nim Zdzisław Gałat.
Bracia Gałatowie po raz ostatni widzieli się w więzieniu Montelupich w Krakowie. Jako że Eugeniusz Gałat "Sęp" miał amputowaną nogę, na egzekucję został wniesiony na plecach przez Władysława Migdała "Ordona". Obaj zostali zamordowani 11 maja 1948 r. i pochowani na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

(Na podstawie wspomnień Zdzisława Gałata, oprac. G. Gaweł)

Żołnierze oddziału kpt. Jana Dubaniowskiego "Salwy". Dowódca stoi w środku.

Kapitan Jan Dubaniowski "Salwa" jako jeden z nielicznych dowódców
antykomunistycznego podziemia posiada swój grób. Został pochowany na
cmentarzu parafialnym w Zakliczynie (w powiecie tarnowskim, woj. małopolskie).

Stary grób
kpt. Jana Dubaniowskiego "Salwy" na cmentarzu w Zakliczynie. Staraniem
rodziny został on zdemontowany i w 2015
roku został wybudowany i poświęcony
nowy nagrobek (zdjęcie poniżej).



Kpt. Jan Dubaniowski "Salwa", zdjęcie powojenne (archiwum rodzinne).




Grzegorz Gaweł
Kapitan Jan Dubaniowski "Salwa" 1912-1947

Wydawnictwo CB, Warszawa 2016, ss. 220, oprawa miękka, format  165×235.

Choć od śmierci kpt. Jana Dubaniowskiego "Salwy" mija już prawie 70 lat, to w dalszym ciągu pozostaje on postacią mało znaną. Wielu spośród dowódców niepodległościowego zrywu doczekało się należytego upamiętnienia w postaci rzetelnie udokumentowanych pozycji wydawniczych powstałych w Polsce po okresie transformacji ustrojowej. Szerokie zainteresowanie społeczne tą tematyką stanowi odpowiedni moment dla przywrócenie pamięci o J. Dubaniowskim, a niniejsza praca ma na celu wypełnić tę lukę. Dotychczasowe publikacje poświęcone tej postaci skupiają się na okresie powojennym, gdy ponownie stanął do walki, tym razem z komunistycznym zniewoleniem, organizując na ziemi bocheńskiej „Żandarmerię”, przekształconą następnie w stały oddział partyzancki pod nazwą „Salwa”, a następnie w grupę NSZ „Salwa”. O okresie działalności tego żołnierza w czasie okupacji niemieckiej oraz o latach wcześniejszych wiemy bardzo mało – tyle ile ujawnił sam kpt. J. Dubaniowski w swoim oświadczeniu. Na zawarte w tym dokumencie informacje powołują się wszyscy piszący na ten temat autorzy. Już z samych zawartych tam ogólnych danych wynika, że jest to żołnierz, którego losami warto zainteresować się szerzej. Fragmentaryczność wiedzy na ten temat skłania do podjęcia próby przedstawienia historii tego człowieka w całości, ze szczególnym uwzględnieniem jego bogatej służby. Książka ta zadedykowana jest nie tylko J. Dubaniowskiemu, ale też jego żołnierzom wywodzącym się z podkrakowskich wiosek, którzy jeszcze raz stanęli do walki o niepodległość Polski, wierni złożonej przysiędze.

(fragment wstępu)

Książka do nabycia m.in.:



Grzegorz Gaweł, Ziemowit Kalinowski
Do końca byli wierni Bogu i Ojczyźnie. Oddział kpt. Jana Dubaniowskiego i jego zaplecze. Relacje, zdjęcia i dokumenty
Wydawnictwo: Cinderella, Warszawa 2017, oprawa: miękka, ilość stron: 170, wymiar: 170×240 mm.
Niniejsza publikacja stanowi suplement do wydanej w 2015 roku pracy pt. Kapitan Jan Dubaniowski "Salwa" 1912-1947.
Po ukazaniu się książki zaczęły napływać nowe informacje, zdjęcia i
dokumenty, przede wszystkim od rodzin związanych z oddziałem "Salwy".

Skłoniło
to również autora do wyjazdów w teren, aby przeprowadzić rozmowy z tymi
osobami, zachować dla potomnych przechowywane przez nich pamiątki
rodzinne. Z ich opowieści wyłania się ponury obraz lat powojennych,
wszechwładzy komunistycznego aparatu represji. Mówili o tym zarówno
członkowie rodzin żołnierzy "Salwy", jak i ci, którzy partyzantom tylko
pomagali. Za okazanie najmniejszej "dobrowolnej czy wymuszonej" pomocy
spadały na ludzi najsurowsze represje. Aresztowano i bito w czasie
przesłuchania za to, że podali szklankę mleka, że przenocowali
partyzanta, ale i za to, że partyzant sam, nie pytając nikogo o
pozwolenie, nalał sobie wody ze studni do picia. Represjonowano za nie
dość szybkie powiadomienie organów bezpieczeństwa. Jeżeli ktoś się
wybronił, że udzielił pomocy pod przymusem przystawionego "do głowy
pistoletu", mógł czasami liczyć, że cała historia skończy się tylko na
pobiciu w czasie przesłuchania. Jeszcze okrutniej traktowana była
najbliższa rodzina. Komuniści stosowali zasadę odpowiedzialności
zbiorowej: często matka, ojciec, brat czy siostra trafiali do więzienia,
gdy ich syn lub brat, który był w partyzantce, pozostawał nieuchwytny.
Nawet przyprowadzenie księdza do spowiedzi ściganemu kończyło się
wyrokiem. Rozmówcy autora bardzo dobrze pamiętali nazwiska swoich
oprawców – Marian Koza czy Trybuś.
Autor dotarł do ostatnich żyjących
świadków wydarzeń, odnalazł w Centralnym Archiwum Wojskowym teczkę
personalną por. Jana Dubaniowskiego, od rodzin partyzantów uzyskał dotąd
nieznane zdjęcia i dokumenty.
Książka do nabycia m.in.:


Strona główna>
Prawa autorskie>