Ostatnia walka ppor. "Żelaznego" – część 6

A oto jak opisał obławę …

A oto jak opisał obławę przeciwko oddziałowi ppor. „Żelaznego” w swoim raporcie Kierownik Sekcji I Wydziału III WUBP w Lublinie, ppor. K. Pawłowicz:

NOTATKA URZĘDOWA
dot. likwidacji bandy „Żelaznego”


Dnia 6.X.1951 r. o godz. 5.00 posiadając informację, że banda „Żelaznego” w sile 4 ludzi przebywa u meliniarza Kaszczuka Stanisława zam. Zbereże, gm. Sobibór, wojsko KBW wraz z prac. UBP udali się na miejsce przebywania bandy celem jej likwidacji.
Po zamknięciu linii okrążenia i nawiązaniu styków, zauważono ruch na podwórzu Kaszczuka, gdzie wybiegło ze stodoły w kierunku mieszkania 4 bandytów, w tym czasie na podwórzu stał meliniarz Kaszczuk Stanisław, obserwując linię okrążenia i ruchy wojska, o czem informował bandytów.
W tym czasie banda opuściła zabudowania i udała się z meliny krzakami w kierunku północno-wschodnim, idąc w drodze natknęła się na por. Daczkowskiego z KBW i przewodnika psa strz. Brząkałę, do których otworzyli silny ogień z automatów, rzucając granat, gdzie ranili śmiertelnie Brząkałę i por. Daczkowskiego, a następnie bandyci rzucając dwa granaty, ostrzeliwując się z automatów przerwali się poza obławę.
Ponadto po przerwaniu się bandyci wybiegli na drogę i krzakami udali się w kierunku wschodnim, gdzie natrafili stojące około 600 metrów od linii okrążenia samochody, do których bandyci podbiegli do szoferów podając się za pracowników UB, wołając jednocześnie „Samochód dla rannego żołnierza!”
Nadmienia się, że przez obstawę wojska przerwali się:
1. Taraszkiewicz Edward ps. ,,„Żelazny”-„Tomasz”
2. Domański ps. „Łukasz”-„Znicz”
3. Torbicz Stanisław ps. „Kazik”
Natomiast czwarty, Marciniak ps. „Niewinny” pozostał w krzakach i poza obławę nie wyszedł.
To zdezorientowało szoferów i pozwoliło w następstwie sterroryzować ich bronią automatyczną, zmuszając pod groźbą automatu szofera od samochodu Gaz 67, strz. Ciemięrzewskiego [Ciemniewskiego] do jazdy. Szofer z początku symulował niesprawność samochodu, a kiedy zagrożono mu śmiercią, ruszył z miejsca informując jednocześnie bandytów o rozmieszczeniu wojska i prowadził samochód w kierunku działalności kompanii KBW. Kiedy bandyci zauważyli żołnierzy, szofer uspokoił ich, że jest to tylko kilku, a podjeżdżając pod wojsko krzyknął: „Koledzy! Ognia! Bandyci!”
Po zatrzymaniu przez szofera Gaz 67, bandyci wyskoczyli z niego prowadząc ogień z broni automatycznej. W tym czasie będąc najbliżej, strz. Gąsiorowski Tadeusz, przewodnik psa służbowego puścił psa do najbliżej stojącego bandyty, „Żelaznego”, a sam otworzył ogień zabijając go, dwóch pozostałych tj. Torbicz i Domański prowadząc silny ogień rzucili się do ucieczki w kierunku północno-wschodnim, gdzie znajdował się pracownik WUBP por. Chachaj i dwóch radzistów, który na skutek ognia prowadzonego przez Domańskiego ps. „Łukasz” i Torbicza ps. „Kazik” został zabity, a dwóch radzistów rannych, w tym czasie z automatu został ranny Domański ps. „Łukasz”, który rzucając broń PPSz wskoczył do pobliskiego lasku, a Torbicz został zabity w odległości 500 metrów od tego miejsca.
Nadmienia się, że zabrany automat Domańskiego ps. „Łukasz” miał w magazynku tylko 5 pocisków.
Następnie przeprowadzono poszukiwania w pobliżu krzaków, gdzie zatrzymano Marciniaka ps. „Niewinny”, który posiadał automat PPSz i pistolet TT.
W międzyczasie na skutek prowadzenia ognia na zabudowania Kaszczuka, z budynków wyszedł Kaszczuk Stanisław wraz z siostrą Leokadią, gdzie następnie został zatrzymany, w wyniku przeprowadzonej rewizji w odległości 10-20 metrów od zabudowań, znaleziono paczkę żelazną, w której było 5 pistoletów różnego kalibru i nie ulega wątpliwości, że wymieniony wyniósł to z zabudowań w czasie akcji.
Natomiast należy stwierdzić, że swoim zachowaniem spowodował tyle ofiar z naszej strony, gdyż ostrzegł bandę na widok wojska, co dało możność bandzie zamordowania:
1.por. Chachaj Tadeusz, z-ca Nacz[elnika] Wydz[iału] III WUBP Lublin
2.por. Daczkowski z KBW (ciężko ranny zmarł)
3.strz. Serej Władysław z KBW – zabity
4.strz. Morek Czesław – zabity
5.strz. Matysiak Czesław – ciężko ranny
6.strz. Brząkała Tadeusz, przew. psa – zabity
Ranni: strz. Gliżyński Zygmunt
Dodaję, że zatrzymany Kaszczuk Stanisław w stosunku do nas był bezczelny i w początkowej fazie w ogóle do niczego się nie przyznawał.

Notatkę sporządził
Kier[ownik] Sekcji I Wydz[iału] III WUBP w Lublinie
/-/ Pawłowicz K. ppor.

Zwraca uwagę fakt, że ppor. Pawłowicz z Wydziału Śledczego WUBP, w swoim sprawozdaniu nie podaje informacji o zastrzeleniu na podwórzu, w rezultacie precyzyjnie oddanych strzałów – Teodora Kaszczuka, ani o śmiertelnym zranieniu jego żony Natalii. I o tym, że przez pół dnia pozwalano jej się wykrwawiać. Kiedy ją zabierano do samochodu, była już w stanie agonalnym i niestety zmarła we włodawskim szpitalu, skąd jej ciało zabrało UB, by nigdy nie zwrócić rodzinie.

Natalia i Teodor Kaszczukowie. Zastrzeleni podczas obławy 6 X 1951 r. bezbronni gospodarze, u których ukrywał się ppor. "Żelazny" i jego ludzie.

Brak wzmianki o zastrzeleniu bezbronnych ludzi, jest o tyle zrozumiały, że nawet w myśl ówcześnie obowiązującego prawa,
było to zabójstwo, które groziło sprawcy postawieniem przed sądem i odpowiedzialnością karną.
O ile można uznać obawy ppor. Pawłowicza za uzasadnione, to jednak są one niczym w porównaniu z tupetem i cynizmem niejakiego Jerzego Chlebowicza, który w wydanej 11 lat później (1962 r.) książce „Strzały o świcie. MO i KBW w walce z bandami” opisał ostatnią walkę ppor. „Żelaznego” i jego patrolu z 200-krotnie większym liczebnie przeciwnikiem. Powyższa książka została złożona ze wspomnień dwudziestu funkcjonariuszy MO, UBP i KBW, wybranych z sześciuset prac, nadesłanych na ogłoszony w 1959 r. konkurs w 15 rocznicę powstania MO.
Pozwolę sobie pozostawić cytowane fragmenty bez komentarza, choć przyznam, że litość bierze, gdy pomyśli się, że do dzisiaj są ludzie, którzy traktują taką mieszankę perfidnych kłamstw i dostosowanych do tezy półprawd, jako prawdę objawioną i wiarygodne źródło historyczne.
Wspomniany wyżej Chlebowicz, w rozdziale zatytułowanym „Najśmielsza gra „Żelaznego” pisze o wydarzeniach w Zbereżu m.in. tak:

„[…] Znany był również skład bandy zalegającej w tej melinie: Taraszkiewicz pseudonim „Żelazny” – dowódca, Marciniak pseudonim „Łukasz” – zastępca, Torbicz i Kaszczuk – członkowie bandy. […] A więc w czasie gdy żołnierze czekali na sygnał do rozpoczęcia działań przeciw bandzie przebywającej w zabudowaniach Kaszczuków, Kaszczukowa krzątała się przy kuchni. Gotowała ziemniaki. W pokoju spał na łóżku jej mąż. Oprócz nich dwojga nikogo więcej w domu nie było. Odcedziwszy ziemniaki wyszła z domu do drwalki po drzewo. Na dworze usłyszała odgłosy motoru. Wychyliła głowę zza węgła i zobaczyła zbliżający się drogą samochód. Ogarnął ją strach na widok zatrzymującego się samochodu i zeskakujących z niego żołnierzy. Szybko dopadła do wrót stodoły. Zaczęła w nie pukać i przyciszonym głosem wołać syna. Na wiadomość, że wojsko okrąża zabudowania, nagły ruch powstał w zapolu stodoły. […] Zawieszając raportówkę z zapasowymi magazynkami „Żelazny” wydawał rozkazy. W myśl tych rozkazów Kaszczuk miał przedostać się do domu i z okna kuchni ostrzeliwać podejście od drogi do zabudowań, Torbicz zająć stanowisko za stodołą i odcinać podejście od strony wsi. Marciniak blokować bezpośrednie wdarcie się atakujących do zabudowań, sam „Żelazny” torować drogę odwrotu w kierunku lasu.
Wszyscy rozbiegają się na swoje stanowiska. Torbicz juz bije serię z pistoletu maszynowego. „Żelazny” czołga się przez kartoflisko w stronę lasu. Trwa strzelanina. […] Żołnierze sieką po stodole, skąd co chwila odzywa się pistolet maszynowy. Kaszczuk leży w domu na podłodze nie decydując się na podejście do okna, żeby nie ściągać na siebie uwagi i nie znaleźć się w bezpośrednim obstrzale kierowanym na dom. […] Dwaj żołnierze pierwszej drużyny już mieli wtargnąć na podwórze zagrody, gdy naraz z mieszkania wybiegł uzbrojony osobnik. Był to Kaszczuk. Na widok żołnierzy zatrzymał się i trzymając oburącz pistolet maszynowy na prawym biodrze, oddał długą serię strzałów. Była niecelna. Czym prędzej skręcił w lewo, by skoczyć za stodołę. Nie zdążył. Upadł pod serią z broni maszynowej.
Drugiej podobnie niebezpiecznej niespodzianki nie było. Na podłodze w kuchni leżała Kaszczukowa. Nie żyła. Starego Kaszczuka wyciągnięto z pieca chlebowego; ze strachu nie mógł wymówić słowa. […]”

W dalszej części, swojej – jakże „wiarygodnej” – relacji, J. Chlebowicz opisuje przejęcie samochodu Gaz, ale tylko przez „Żelaznego” (wg autora Marciniak i Torbicz już w tym momencie nie żyją, a Domański ps. "Łukasz" nie występuje wcale, za to jego pseudonim nosi "Niewinny" [sic!]) i przypisuje mu zastrzelenie por. Chachaja i żołnierza KBW. Ale oddajmy głos „bohaterom” z KBW:

„[…] Nagle ujrzeli na drodze dwóch wojskowych idących w ich stronę. To porucznik Chachaj z Urzędu Bezpieczeństwa w Lublinie szedł przez Zbereże w towarzystwie żołnierza KBW do zabudowań Kaszczuka, gdzie miał załatwić pewne formalności związane ze śmiercią Kaszczukowej. Obydwaj szli ścieżką obok drogi. Gdy zobaczyli z daleka wóz wojskowy, porucznik wyszedł na drogę i podniósł rękę, żeby się wóz zatrzymał.
– Szybciej!… Szybciej… Szybciej!…
Gazik jednak musiał zwolnić. „Żelazny” przechylił się trochę w prawo, by nie było go widać zza kierownicy. Kierowca przewracał oczami do tyłu, ruszał brwiami dając znaki porucznikowi. Porucznik patrzył nie rozumiejąc o co chodzi.
Seria z pistoletu maszynowego przygłuszyła warkot silnika.
– Jazda !
Kierowca nacisnął gaz. Za gazikiem został na drodze porucznik Chachaj z towarzyszącym mu kabewiakiem. Obaj nie żyli. […]”.

Ostatnia walka ppor. "Żelaznego" – część 7>